Widzę, że nadal masz wątpliwości, a sprawa jest stosunkowo prosta. Chrześcijaństwo jest religią kanisztów, materialistycznych wyznawców Boga. Z powodu braku nie tylko transcendentalnej wiedzy, ale nawet metafizycznej wiedzy np. na temat istnienia i działania 3 materialnych gun, nie mają oni możliwości wzniesienia świadomości ponad materię tego tymczasowego ciała, wraz z jego materialnymi, tymczasowymi koncepcjami religijności i własnej materialnej tożsamości (np. "jestem katolikiem i Polakiem"). Nawet głowy kościoła i jego liderzy na przestrzeni dziejów byli jedynie wyznawcami na poziomie prakrita - uwarunkowanej materii.Mathura pisze:Gdybanie ma ten plus, że jest tylko gdybaniem i raczej nikomu nie szkodzi.
Chodzi mi o to, że nam teraz z perspektywy czasu łatwo jest oceniać to co wyprawiali chrześcijanie w przeszłości. Siedzimy sobie przed komputerami i piszemy jacy to oni byli źli, niedobrzy, palili ludzi na stosie, torturowali itp. System, który stworzył Inkwizycję nie może być systemem dobrym. Zwyrodnialcy, szaleńcy, potwory. Ok. Wszystko to prawda. Ale gdybyśmy mogli zajrzeć w przeszłość to ciekawe ilu z obecnie żyjących przykładało rękę do mordów, czystek, wojen religijnych, być może było inkwizytorami, tymi, którzy skazywali innych na spalenie, torturowało niewinnych. Ale czy niewinnych? Czy prawo karmy dopuści do tego aby niewinny został spalony? Czy na stos trafił choć jeden, który na to nie zasłużył przeszłymi swoimi czynami?
Znam jednego uzdrawiacza, który w regresie zobaczył siebie jako inkwizytora. Wiele z osób, którym teraz pomaga to jego "klienci" z tamtych czasów. Kiedyś ich męczył a teraz uzdrawia.
Nie twierdzę, że Inkwizycja była czymś dobrym. Nie o to mi chodzi aby jej bronić. Chodzi o to, że teoretyzowanie to jedno a praktyka drugie. Mając władzę, wpływy i możliwości jak my będziemy postępować? Postawieni w konkretnych sytuacjach coś zrobić będziemy musieli w przypadku zakłóceń ze strony opornych, sekt, bandytów, tych, którzy nie zaakceptują nowego porządku, chcących żyć inaczej, niezgodnie z zaleceniami Wed.
Teraz jest dopiero początek, a już ile jest niesnasek pomiędzy samymi wielbicielami. Powstały już różne odłamy, które toczą pomiędzy sobą podjazdowe wojenki. Prabhupada powiedział to, albo to, a inni twierdzą, że powiedział inaczej, wy nie macie racji, obrażasz mojego guru mój guru wile lepiej niż twój itp. Już teraz się to dzieje w rzeczywistości. Na razie są to tylko walki na słowa, argumenty. Ale gdyby można było to ciekawe czy nagle nie poszły by w ruch miecze?Wojna religijna na bank, niczym pomiędzy różnymi odłamami chrześcijaństwa w przeszłości. Te same korzenie ale poglądy inne. Zanim zapanuje oczekiwana złota era to jak sam napisałeś wiele wydarzyć się może.
A za kolejne 2 tys lat ktoś będzie siedział sobie przed komputerem i na jakimś forum będzie oceniał tych wczesnych krisznaitów z XXI wieku. Ależ oni byli okropni.
Kanisztha-adhikari, lub inaczej prakrita-bhakta, czyli materialistyczny bhakta, ma podobną naturę i zrozumienie, co oddany kościołowi katolik. Dzieli ich tylko teoria, ale poziom realizacji (vigjany) jest podobny. To o czym piszesz, to zachowanie bhaktów na niższym obszarach kaniszthy (aniszta-bhakti), gdzie prawdopodobnie nie ma nawet jeszcze determinacji, i gdzie nie została jeszcze podjęta świadoma decyzja o walce z anarthami. Dlatego tyle niesnasek pomiędzy nowicjuszami w bhakti, którzy podobnie jak jak, po ponad 20 latach praktykowania świadomości Kryszny jako hobby, nadal kłócą się o guru oraz formę wyrażania bhakti w różnych grupach na bazie cielesnej, materialnej tożsamości, nie zważając na nastrój oddania, gdyż sami go nie doświadczają. Stąd Twoje wątpliwości.
Nie wszystko jednak stracone, bo w przeciwieństwie do katolików, nawet najbardziej materialistyczny kanisztha-bhakta, jeżeli jest tylko szczery, to podąża wznoszącą (świadomość) ścieżką procesu duchowego, a nie statycznej i mało przydatnej bez sadhany, teoretycznej "wiary w Boga". "Proces" oznacza stopniową asymilację zachowań i percepcji oraz podążanie za przykładem zaawansowanego autorytetu duchowego, który ma doskonały charakter, nie utożsamia się z materialnym ciałem, posiada doskonałą wiedzę na temat związku z Kryszną, ma doświadczenie i realizację uczucia miłości do Kryszny. Dla nas taką osobą jest Śrila Prabhupada. Podążając za nim, czy za innym czystym wielbicielem Kryszny, nigdy nie będziesz budował stosów całopalnych, i dowodem na to jest historia Wajsznawizmu i Twoja własna świadomość. Oczywiście będzie prawo i kara za zbrodnię, bo to jest częścią varnaśramy, i bez tego społeczeństwo ludzkie nie może funkcjonować, ale nigdy nie będzie okrutnych, nonsensownych wymysłów ratowania czyjejś duszy wbrew czyjejś woli przez rozciąganie go na kole.

Czy katolik posiada imperatyw moralny, aby nawracać pogan na wiarę w Jezusa? Odpowiedź brzmi TAK, bo Jezus jest jedyną drogą, prawdą i życiem. Mniejsza z tym, że czasami przez prowadzące do śmierci tortury, płacz i zgrzytanie zębów.
Różnica między szansą udoskonalenia zachowania i zrozumienia kaniszty w katolicyzmie a wajsznawiźmie jest taka, że my mamy wypróbowane historycznie doskonałe wzorce zachowań, kulturę społeczną z Bogiem w centrum, głęboką filozofię i teologię, a przede wszystkim praktyczną metodę na styl życia z nimi zgodny, co stopniowo i namacalnie wznosi świadomość ponad zjawisko inkwizycji, wypraw krzyżowych, "niedzielnej religii" i cielesną koncepcję życia, wiodąc atmę do jej naturalnej transcendentnej sfery postrzegania rzeczywistości i uczuć. Co z tym zrobimy, to już zależy od naszych indywidualnych wyborów. Torturować nikogo przecież nie będziemy, ani też sami się nie torturujemy, znając filozoficzne i praktyczne znaczenie wolnej woli w egzystencji tatasztha-śakti jivy.
