Jeżeli osoba tylko wierzy w Boga i do końca nie jest pewna w jego istnienie, to jest to bardziej sentymentalne i materialne.wiara w istnienie Boga jest tylko przyjemnym materialnym sentymentem pochodzącym z inklinacji materialnego umysłu na skutek jego kontaktu z materią, czyli 3 gunami materialnej natury i ma niewiele wspólnego z naturą wiecznej duszy (atmy).
W Kościele Katolickim jest wielu świętych, którzy byli mistykami i mieli bliski kontakt z Bogiem. I tu nie ma wyjątków, bo każdy może z Nim mieć kontakt, Bóg nikogo nie wyróżnia. Wystarczy Go kochać i ufać bezgranicznie. Przytoczę tu parę osób:
Marta Robin: Marta Robin urodziła się 13 marca 1902 r. w Châteauneuf-de-Galaure, kilkadziesiąt kilometrów na południe od Lyonu. Tam, w swej rodzinnej wiosce, spędziła całe swoje życie. Jej młodość była zwyczajna: była po prostu córką chrześcijańskiej, chłopskiej rodziny. Od dzieciństwa była wątłego zdrowia. Najbliżsi zapamiętali ją jako dziecko bardzo pogodne i pobożne. Lubiła śmiać się, żartować, tańczyć i modlić się. Od dzieciństwa cechowała ją niezwykła cześć dla Maryi, o której mówiła często: moja Mama. Po latach mówiła o sobie: Zawsze bardzo kochałam Dobrego Boga. Przez 50 lat Marta Robin nie mogła nic jeść i pić z powodu zaniku odruchu przełykania. Przez cały ten czas właściwie nie spała. W liście do Boga napisała: Pragnę tylko Ciebie i dla Twej miłości wyrzekam się wszystkiego. Przyjmij ofiarę mnie samej dla nawrócenia grzeszników i dla uświęcenia dusz. Ból, który wywoływało światło zmusił ją do przebywania w ciemnym pokoju.Marta nie mogła przełknąć nawet kropli wody, a jednak przyjmowała Komunię św. Był to jej jedyny pokarm przez ponad pół wieku. Jakiekolwiek oszukaństwo w tym względzie zostało wykluczone przez wielu lekarzy, którzy z wielką skrupulatnością czuwali nad nią i badali jej zachowanie. Marta przyjmowała Komunię św. w sposób nadzwyczajny. Wystarczyło przybliżyć Hostię do jej warg, a opłatek sam znikał w jej ustach. Księża twierdzili, że Hostia dosłownie wyrywała się im z palców. Sama Marta mówiła o tym: Hostia wnika we mnie, lecz ja sama nie wiem, jak. Eucharystia nie jest zwykłym pokarmem. Całość: http://mojadroga.urs.pl/m_ludz7.htm
Maria Immakulata od Ducha Świętego
Janina Adamska:
Urodziła się 11 lipca 1922 r. w Ostrowie Wielkopolskim. W czasie II wojny światowej jej ojciec został rozstrzelany przez Niemców, a ona z narażeniem życia uczyła konspiracyjnie polskie dzieci w ramach tzw. tajnych kompletów. Po ukończeniu studiów filologicznych na Uniwersytecie Poznańskim, w wieku 26 lat, wstąpiła do Karmelu (1948 r.). Po odbyciu postulatu i nowicjatu długo jeszcze pozostała w Poznaniu. Tam też złożyła swoje śluby wieczyste. W 1974 r. przełożeni posłali ją do Karmelu w Elblągu, a w 1982 r. - do Gdyni-Orłowa. W obydwu klasztorach była podprzeoryszą, a w tym ostatnim także mistrzynią nowicjatu. Mogła zatem swoim młodszym współsiostrom ukazywać autentycznego ducha Karmelu i nim żyć. Po latach żartowała, że wychowała przeorysze do Gdyni, Elbląga, Spręcowa, Islandii, Norwegii, Bornego-Sulinowa... Gdy w ciągu życia zakonnego przychodziły różne cierpienia, ofiarowywała je za innych i modliła się za powierzone sobie dusze. Gdy pytano ją, w jaki sposób potrafi zapamiętać wszystkie intencje proszących, z dziecięcą ufnością odpowiadała: "Składam je w Banku Maryi". Rzeczywiście, jej modlitwy były wysłuchiwane, co przysparzało jej wciąż nowych rekolektantów, którymi się zajmowała spoza klasztornych krat.
Siostra Immakulata o sobie: Tajemnica każdego "wybrania" leży w samym Bożym upodobaniu. Miałam koleżanki, zdrowe, zdolne i dorodne dziewczyny, spełniające wszelkie wymogi prawa kanonicznego, by stać się dobrą zakonnicą. Łaska przecież bazuje na naturze i miałaby w nich wspaniały grunt, by wzrastać, ale nie na nie padł wybór Pana. Artysta dusz lubi wybierać "byle co", więc wybrał mnie. I tutaj właśnie zaczyna się "dar i tajemnica": konające niemowlę i zrozpaczona młoda matka, prosząca nieprzytomnie Boga o życie dziecka, za cenę oddania go ma własność Niepokalanej. Nikt nie przewidywał konsekwencji tych słów, które zostały matce przypomniane w ponownie tragicznym dla niej momencie, gdy jej ofiara miała się dosłownie wypełnić.
Wprawdzie życie niemowlęcia zostało uratowane, ale pozostało znamię choroby, z którą zresztą wkrótce się oswojono. Mijały lata szkolne i wszystko zdawało się przebiegać w miarę normalnie. Często opuszczane lekcje kwitowano z uśmiechem: "jej ciało nie umie unieść duszy". I tu tkwi nowa tajemnica: to cherlawe ciało przez całe lata dzielnie duszę nosiło.
Były nieboszczyk
Kiedyś zmarł krewny Immakulaty, zawzięty komunista i ateista. Jego żona zadzwoniła do klasztoru. - Módl się! - błagała zakonnicę. Ta natychmiast zaczęła się modlić.
W tym czasie wdowa zadzwoniła po księdza. Kapłan myślał, że człowiek, do którego został wezwany, żyje, więc przyszedł z olejami. Gdy wszedł do pokoju, zmarły podniósł głowę i powiedział: "Jak to dobrze, że ksiądz przyszedł. Tak na księdza czekałem". Lekarz wypisujący właśnie akt zgonu, zbaraniał. "Nic z tego nie rozumiem" - wyjąkał i wycofał się.
Po spowiedzi chory poprosił o Komunię św. Przed jej przyjęciem były zmarły zaczął odmawiać modlitwy, które nagle przypomniały mu się z dzieciństwa, z czasów Pierwszej Komunii. Cała rodzina płakała. - Myślałam, że teraz to już on umrze, zresztą wszyscy inni też. Najważniejsze przecież się stało, bo chodziło o zbawienie tego człowieka - opowiadała mi później. Tu więcej: http://www.karmel.pl/hagiografia/adamska/baza.php?id=04
Nie zwykłe prawda! Zwyczajne kobiety a tak kochały Boga. Nie nie są świętymi, ale dla Boga tak.
Wiele jest takich osób w naszym Kościele, tych którzy już odeszli i tych którzy żyją.