Hare Kryszna a chrześcijaństwo

Tylko jedna droga jest prawdziwa - droga do Boga. " Prawdziwym interesem wszystkich żywych stworzeń – w istocie, celem życia – jest powrót do domu, do Boga. Jest to korzystne dla nas samych, naszej żony, dzieci, uczniów, przyjaciół, rodaków i całej ludzkości. Ruch świadomości Kryszny może udzielić wskazówek względem zarządzania, dzięki któremu każdy będzie mógł wziąć udział w czynnościach świadomych Kryszny i osiągnąć ostateczny cel." - 07.15.65 Zn.
Awatar użytkownika
Hotori
Posty: 181
Rejestracja: 24 lis 2006, 15:33
Lokalizacja: Toruń

Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo

Post autor: Hotori » 26 lis 2010, 21:25

wiara w istnienie Boga jest tylko przyjemnym materialnym sentymentem pochodzącym z inklinacji materialnego umysłu na skutek jego kontaktu z materią, czyli 3 gunami materialnej natury i ma niewiele wspólnego z naturą wiecznej duszy (atmy).
Jeżeli osoba tylko wierzy w Boga i do końca nie jest pewna w jego istnienie, to jest to bardziej sentymentalne i materialne.
W Kościele Katolickim jest wielu świętych, którzy byli mistykami i mieli bliski kontakt z Bogiem. I tu nie ma wyjątków, bo każdy może z Nim mieć kontakt, Bóg nikogo nie wyróżnia. Wystarczy Go kochać i ufać bezgranicznie. Przytoczę tu parę osób:
Marta Robin: Marta Robin urodziła się 13 marca 1902 r. w Châteauneuf-de-Galaure, kilkadziesiąt kilometrów na południe od Lyonu. Tam, w swej rodzinnej wiosce, spędziła całe swoje życie. Jej młodość była zwyczajna: była po prostu córką chrześcijańskiej, chłopskiej rodziny. Od dzieciństwa była wątłego zdrowia. Najbliżsi zapamiętali ją jako dziecko bardzo pogodne i pobożne. Lubiła śmiać się, żartować, tańczyć i modlić się. Od dzieciństwa cechowała ją niezwykła cześć dla Maryi, o której mówiła często: moja Mama. Po latach mówiła o sobie: Zawsze bardzo kochałam Dobrego Boga. Przez 50 lat Marta Robin nie mogła nic jeść i pić z powodu zaniku odruchu przełykania. Przez cały ten czas właściwie nie spała. W liście do Boga napisała: Pragnę tylko Ciebie i dla Twej miłości wyrzekam się wszystkiego. Przyjmij ofiarę mnie samej dla nawrócenia grzeszników i dla uświęcenia dusz. Ból, który wywoływało światło zmusił ją do przebywania w ciemnym pokoju.Marta nie mogła przełknąć nawet kropli wody, a jednak przyjmowała Komunię św. Był to jej jedyny pokarm przez ponad pół wieku. Jakiekolwiek oszukaństwo w tym względzie zostało wykluczone przez wielu lekarzy, którzy z wielką skrupulatnością czuwali nad nią i badali jej zachowanie. Marta przyjmowała Komunię św. w sposób nadzwyczajny. Wystarczyło przybliżyć Hostię do jej warg, a opłatek sam znikał w jej ustach. Księża twierdzili, że Hostia dosłownie wyrywała się im z palców. Sama Marta mówiła o tym: Hostia wnika we mnie, lecz ja sama nie wiem, jak. Eucharystia nie jest zwykłym pokarmem. Całość: http://mojadroga.urs.pl/m_ludz7.htm

Maria Immakulata od Ducha Świętego
Janina Adamska:

Urodziła się 11 lipca 1922 r. w Ostrowie Wielkopolskim. W czasie II wojny światowej jej ojciec został rozstrzelany przez Niemców, a ona z narażeniem życia uczyła konspiracyjnie polskie dzieci w ramach tzw. tajnych kompletów. Po ukończeniu studiów filologicznych na Uniwersytecie Poznańskim, w wieku 26 lat, wstąpiła do Karmelu (1948 r.). Po odbyciu postulatu i nowicjatu długo jeszcze pozostała w Poznaniu. Tam też złożyła swoje śluby wieczyste. W 1974 r. przełożeni posłali ją do Karmelu w Elblągu, a w 1982 r. - do Gdyni-Orłowa. W obydwu klasztorach była podprzeoryszą, a w tym ostatnim także mistrzynią nowicjatu. Mogła zatem swoim młodszym współsiostrom ukazywać autentycznego ducha Karmelu i nim żyć. Po latach żartowała, że wychowała przeorysze do Gdyni, Elbląga, Spręcowa, Islandii, Norwegii, Bornego-Sulinowa... Gdy w ciągu życia zakonnego przychodziły różne cierpienia, ofiarowywała je za innych i modliła się za powierzone sobie dusze. Gdy pytano ją, w jaki sposób potrafi zapamiętać wszystkie intencje proszących, z dziecięcą ufnością odpowiadała: "Składam je w Banku Maryi". Rzeczywiście, jej modlitwy były wysłuchiwane, co przysparzało jej wciąż nowych rekolektantów, którymi się zajmowała spoza klasztornych krat.

Siostra Immakulata o sobie: Tajemnica każdego "wybrania" leży w samym Bożym upodobaniu. Miałam koleżanki, zdrowe, zdolne i dorodne dziewczyny, spełniające wszelkie wymogi prawa kanonicznego, by stać się dobrą zakonnicą. Łaska przecież bazuje na naturze i miałaby w nich wspaniały grunt, by wzrastać, ale nie na nie padł wybór Pana. Artysta dusz lubi wybierać "byle co", więc wybrał mnie. I tutaj właśnie zaczyna się "dar i tajemnica": konające niemowlę i zrozpaczona młoda matka, prosząca nieprzytomnie Boga o życie dziecka, za cenę oddania go ma własność Niepokalanej. Nikt nie przewidywał konsekwencji tych słów, które zostały matce przypomniane w ponownie tragicznym dla niej momencie, gdy jej ofiara miała się dosłownie wypełnić.

Wprawdzie życie niemowlęcia zostało uratowane, ale pozostało znamię choroby, z którą zresztą wkrótce się oswojono. Mijały lata szkolne i wszystko zdawało się przebiegać w miarę normalnie. Często opuszczane lekcje kwitowano z uśmiechem: "jej ciało nie umie unieść duszy". I tu tkwi nowa tajemnica: to cherlawe ciało przez całe lata dzielnie duszę nosiło.
Były nieboszczyk

Kiedyś zmarł krewny Immakulaty, zawzięty komunista i ateista. Jego żona zadzwoniła do klasztoru. - Módl się! - błagała zakonnicę. Ta natychmiast zaczęła się modlić.

W tym czasie wdowa zadzwoniła po księdza. Kapłan myślał, że człowiek, do którego został wezwany, żyje, więc przyszedł z olejami. Gdy wszedł do pokoju, zmarły podniósł głowę i powiedział: "Jak to dobrze, że ksiądz przyszedł. Tak na księdza czekałem". Lekarz wypisujący właśnie akt zgonu, zbaraniał. "Nic z tego nie rozumiem" - wyjąkał i wycofał się.

Po spowiedzi chory poprosił o Komunię św. Przed jej przyjęciem były zmarły zaczął odmawiać modlitwy, które nagle przypomniały mu się z dzieciństwa, z czasów Pierwszej Komunii. Cała rodzina płakała. - Myślałam, że teraz to już on umrze, zresztą wszyscy inni też. Najważniejsze przecież się stało, bo chodziło o zbawienie tego człowieka - opowiadała mi później.
Tu więcej: http://www.karmel.pl/hagiografia/adamska/baza.php?id=04

Nie zwykłe prawda! Zwyczajne kobiety a tak kochały Boga. Nie nie są świętymi, ale dla Boga tak.

Wiele jest takich osób w naszym Kościele, tych którzy już odeszli i tych którzy żyją.
Miłość jest jak strumień płynący w przeciwnym kierunku. :)

Awatar użytkownika
Hotori
Posty: 181
Rejestracja: 24 lis 2006, 15:33
Lokalizacja: Toruń

Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo

Post autor: Hotori » 26 lis 2010, 21:35

A można wiedzieć co masz na myśli mówiąc "duchowe" i "materialne", i od kogo pochodzą Twoje definicje tych rzeczy?
No chyba oprócz Ciebie droga Hotori, bo Ty na 100% wiesz, że nikt nie wie, gdzie mieści się niebo. ;) Wedy, wielbiciele Boga i każdy student wedyjskiej mądrości bardzo dobrze wiedzą gdzie mieści się niebo, zarówno to duchowe, jak i to materialne. Bo jak możesz udać się do jakiegoś miejsca, nie wiedząc nawet gdzie się mieści? Z tego punktu widzenia, chyba sama przyznasz, że to napisałaś brzmi trochę zabawnie. :) Literatura wedyjska ma bardzo rozwiniętą kosmologię nie tylko świata materialnego, ale i duchowego, oraz podaje szczegółowe metody udania się do tych miejsc.
Dla mnie nie jest tak ważne miejsce nieba, jak sam Bóg. Może kiedyś dostanę odpowiedź, kto pyta nie błądzi. Przytocze tu pewien wiersz z Pisma Świętego:

Hymn o miłości

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość."
1 Kor 13,1-13


Pozdrawiam
Miłość jest jak strumień płynący w przeciwnym kierunku. :)

Bolito
Posty: 839
Rejestracja: 17 lut 2008, 21:06
Lokalizacja: Kraków

Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo

Post autor: Bolito » 26 lis 2010, 23:27

Hotori pisze:Hmmm... Faktycznie wiara Hare Kryszna i Katolicka różnią się i to bardzo. Chodź każdy chce dotrzeć do jedynego źródła jakie dla człowieka jest ważne tym źródłem jest Miłość czyli sam Bóg.
Nie zgadzam się tylko z wypowiedzią Purnaprajna, że chrześcijanie pragną czegoś materialnego. Pismo Święte wyraźnie nam przekazuje, byśmy nie zajmowali się tym co przemija, ale tym co trwa wiecznie i nam jest dana w chwili narodzin.
Po za tym Bóg ma swoją siedzibę w niebie, ale ono nie jest materialne tylko duchowe i nikt nie wie gdzie się mieści. Jak to św. Paweł pisał: "Ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało co Bóg przygotował tym którzy Go miłują."
Tak więc człowiekowi trudno jest oddać to co daje nam Bóg po śmierci, trudno wyrazić to słowami lub obrazami.
No to już jakiś punkt zaczepienia - wszyscy zdążamy różnymi drogami do Boga. I powinniśmy mieć na uwadze wieczność z Bogiem, a nie przesadne przywiązanie do doczesności. A sporo ludzi chce sobie po prostu przedłużyć obecną sytuację (tylko trochę lepszą) po śmierci i stąd traktują niebo dość materialistycznie.
Zgadzamy się, że Bóg przebywa w niebie duchowym,ale widzę, że mamy ciągły problem z nazewnictwem. Więc dla uproszczenia - nie mówmy o "niebie materialnym", tylko o takim innym świecie, dużo lepszym od naszego, gdzie trafia się w nagrodę za pobożność, kiedy pragnie się "iść do nieba", zamiast służyć Bogu. Teraz już jasne?
Nie jedz na czczo (grafitti)

Awatar użytkownika
Purnaprajna
Posty: 2267
Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
Kontakt:

Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo

Post autor: Purnaprajna » 27 lis 2010, 00:25

Hotori pisze:
wiara w istnienie Boga jest tylko przyjemnym materialnym sentymentem pochodzącym z inklinacji materialnego umysłu na skutek jego kontaktu z materią, czyli 3 gunami materialnej natury i ma niewiele wspólnego z naturą wiecznej duszy (atmy).
Jeżeli osoba tylko wierzy w Boga i do końca nie jest pewna w jego istnienie, to jest to bardziej sentymentalne i materialne.
Jako że cytując mnie odcięłaś ważną część zdania, bez którego reszta nie ma sensu, pozwolę sobie jeszcze raz przytoczyć całość:
Bez zrozumienia tych związków na gruncie transcendentnej wiedzy (sambandha-gjany), wiara w istnienie Boga jest tylko przyjemnym materialnym sentymentem pochodzącym z inklinacji materialnego umysłu na skutek jego kontaktu z materią, czyli 3 gunami materialnej natury i ma niewiele wspólnego z naturą wiecznej duszy (atmy).
Wiara w Boga może być w trzech siłach natury, lub być transcendentna do nich (być w czystej, nieskażonej niczym dobroci) i kulminować w premie (ekstatycznej miłości do Boga). To zależy od etapu świadomości jivy (żywej istoty). Niektórzy ludzie czczą i uważają za Boga duchy, inni asury (demony) lub dewy (półbogów), a jeszcze inni Visznu/Narajana/Krysznę. 17 rozdział Bhagawad-gity wyjaśnia te podziały wiary: http://biblioteka.nama-hatta.pl/bg/bg_r17.htm

Tylko człowiek o wierze w gunie dobroci jest się w stanie docenić instrukcje i cechy, którymi charakteryzują się wedyjskie religijne pisma (te w gunie dobroci), co z kolei prowadzi do ich studiowania, kontemplacji, wprowadzanie tej wiedzy w życie i stopniowej duchowej realizacji, poprzez oczyszczenie serca, co prowadzi do rozwinięcia uczucia do Boga. Wiara w gunie ignorancji lub pasji przynosi jedynie materialne, tymczasowe rezultaty. Przykładem wiary w gunie ignorancji niech będzie pozbawione miłosierdzia wiara, że można rozwinąć miłość do Boga i bliźniego, zarzynając i zajadając się bezbronnymi zwierzętami, które także są podobnymi nam uwarunkowanymi duszami - dziećmi Boga.

Dlatego pewność w istnienie Boga, zaczyna się od wyciętej przez Ciebie powyżej sambandha-gjany, którą otrzymuje się poprzez zaakceptowanie na nauczyciela, czystego wielbiciela Boga, będącego w łańcuchu sukcesji uczniów, mającej początek u samego Boga. Bez transcendentalnej wiedzy o duszy przebywającej w różnych materialnych ciałach, ludzi, zwierząt, czy roślin, nie jest możliwa prawidłowa praktyka służby miłości dla Boga. Nawet praktyka upadharmy, jaką jest chrześcijaństwo, bez stosowania w życiu powyższych zasad miłosierdzia nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Bo jeżeli mój tata prosi mnie o mleko, a ja raz za razem, na siłę podsuwam mu pod nos brudną, śmierdzącą wodę z pływającymi na jej powierzchni oczkami smalcu i oczkami jego ulubionej krowy, to nie zadowoli go to w taki sposób, gdybym przyniósłbym mu z uczuciem napój, którego pragnie się napić. To chyba naturalne.

Związek z ojcem wymaga znajomości jego pragnień i wtedy powstanie wzajemność relacji, co rodzi uczucie. To jednak wymaga sambandha-gjany. Tym początkiem relacji jest nie tylko teoretyczna wiara, że Ojciec istnieje, ale przede wszystkim przestrzeganie w życiu woli Boga w postaci nakazów pism świętych, jak np. chrześcijańskie, jasno sformułowane przykazanie "nie zabijaj". Sama teoretyczna wiara w Boga nie wystarczy, aby zmienić rzeczywistość naszej egzystencji, tak jak wiara w milion dolarów na naszym koncie bankowym, nie wypełnia automatycznie naszego konta pieniędzmi. Trzeba najpierw ciężką, popartą odpowiednią wiedzą pracą, je zarobić.

Dlatego pozostając na platformie tej pierwszej, teoretycznej wiary, i nie starając się zdobyć szczegółowszej wiedzy na temat transcendentalnej natury Boga i duszy, oraz roli i pozycji materii w naszej egzystencji, i podjęcia stylu życia zgodnego z tą wiedzą, jesteśmy zaledwie sentymentalistami, którzy myślą, że kochają Boga, podczas gdy w rzeczywistości nasze konto oddania dla Boga świeci zupełną pustką.

Kwestia wiary jest bardzo interesująca i jeżeli masz droga Hotori chwilkę czasu, to proszę łaskawie zerknij na dwa krótkie eseje, które napisałem na ten temat, w oparciu o nauki Śrila Prabhupada i jego uczniów. Mam nadzieję, że bardziej rozjaśnią to, co chciałem Ci przekazać.

1) "Wierzę w Boga. I co z tego?"

2) "Przygody Dr. Orła z Pospolitą Wiarą"

Dziękuje też za ciekawe opisy żywotów świętych i za piękny wiersz.

Dziękuję też Bolitoji za fajne komentarze, które m.in. pomagają mi w zrozumieniu, o co tak naprawdę mi chodzi. Dzięki Prabciu i pokorne pokłoniki! :D

Waldemar
Posty: 742
Rejestracja: 31 paź 2008, 19:03

Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo

Post autor: Waldemar » 27 lis 2010, 04:31

Hotori pisze:
Wiara to nie zabawa, to poznawanie o przebywanie z Bogiem na co dzień.
Śrimad-Bhagavatam 3.15.33

W znaczeniu Śrila Prabhupada pisze:

Podobnie jak w każdym państwie w tym materialnym świecie są różne departamenty-departament cywilny i kryminalny-tak też w stworzeniu Boga są dwa departamenty egzystencji. I tak jak w świecie materialnym dział kryminalny jest daleko, daleko mniejszy niż dział cywilny, podobnie-ten świat materialny, który uważany jest za dział kryminalny, jest jedną czwartą częścią całego stworzenia Pana. Wszystkie żywe istoty, które są mieszkańcami wszechświatów materialnych, uważane są-w mniejszym lub w większym stopniu-za przestępców.....

Czy aniołek Hotori wie za co siedzi? :) :)

Awatar użytkownika
Purnaprajna
Posty: 2267
Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
Kontakt:

Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo

Post autor: Purnaprajna » 27 lis 2010, 10:26

A propos wierszy o miłości, to przypomniał mi się pewien stary rysunek Andrzeja Mleczki, na którym widzimy pana i panią, a w "dymku" wychodzącym z ust mężczyzny czytamy, coś w rodzaju:

Kocham Ojczyznę moją, kocham góry potężne,
Kocham lasy szumiące, kocham łąki zielone,
Kocham te kominy wysokie, ale pani, pani Stefo, nijak pokochać nie mogę...


To co w uwarunkowanym 3 gunami natury stanie świadomości uważamy za miłość jest zaledwie materialnym przywiązaniem i pożądaniem. A jednak nazywamy to konwencjonalnie "miłością", w jej tysiącach odmian, tak jak nazywamy "miłością" religijny sentyment do Boga, który, w uwarunkowanym stanie świadomości utożsamiającej się z materialnym ciałem, a w tym, i z będącym martwą materią umysłem generującym trójgunowe uczucia, ma tyle wspólnego z transcendencją i prema-bhakti, co związek powyższego pana z panią Stefą i kominami.

Awatar użytkownika
Hotori
Posty: 181
Rejestracja: 24 lis 2006, 15:33
Lokalizacja: Toruń

Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo

Post autor: Hotori » 27 lis 2010, 14:20

Bolito pisze:
Hotori pisze:Hmmm... Faktycznie wiara Hare Kryszna i Katolicka różnią się i to bardzo. Chodź każdy chce dotrzeć do jedynego źródła jakie dla człowieka jest ważne tym źródłem jest Miłość czyli sam Bóg.
Nie zgadzam się tylko z wypowiedzią Purnaprajna, że chrześcijanie pragną czegoś materialnego. Pismo Święte wyraźnie nam przekazuje, byśmy nie zajmowali się tym co przemija, ale tym co trwa wiecznie i nam jest dana w chwili narodzin.
Po za tym Bóg ma swoją siedzibę w niebie, ale ono nie jest materialne tylko duchowe i nikt nie wie gdzie się mieści. Jak to św. Paweł pisał: "Ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało co Bóg przygotował tym którzy Go miłują."
Tak więc człowiekowi trudno jest oddać to co daje nam Bóg po śmierci, trudno wyrazić to słowami lub obrazami.
No to już jakiś punkt zaczepienia - wszyscy zdążamy różnymi drogami do Boga. I powinniśmy mieć na uwadze wieczność z Bogiem, a nie przesadne przywiązanie do doczesności. A sporo ludzi chce sobie po prostu przedłużyć obecną sytuację (tylko trochę lepszą) po śmierci i stąd traktują niebo dość materialistycznie.
Zgadzamy się, że Bóg przebywa w niebie duchowym,ale widzę, że mamy ciągły problem z nazewnictwem. Więc dla uproszczenia - nie mówmy o "niebie materialnym", tylko o takim innym świecie, dużo lepszym od naszego, gdzie trafia się w nagrodę za pobożność, kiedy pragnie się "iść do nieba", zamiast służyć Bogu. Teraz już jasne?
Zazwyczaj ludzie oddający życie Bogu nie myślą o tym. Oni już za życia żyją z Bogiem i w Bogu.
Miłość jest jak strumień płynący w przeciwnym kierunku. :)

Awatar użytkownika
Hotori
Posty: 181
Rejestracja: 24 lis 2006, 15:33
Lokalizacja: Toruń

Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo

Post autor: Hotori » 27 lis 2010, 14:41

Jak rozumiem to uważacie, że miłość jest materialna i owszem. Tyle, że miłość do Boga nie ma podłoża materialnego tylko duchowe.
Miłość do Boga opiera się na ciągle podejmowanych, świadomych i dobrowolnych decyzjach. Uczucie nie jest istotą miłości do Boga, choć może pomagać w wypełnianiu Jego woli, np. człowiek uczuciowo zafascynowany Bogiem może się z większą łatwością zdecydować na stałe służenie Mu. Gdy ktoś zbytnią wagę przywiązuje do przeżywania różnych uczuć w dziedzinie religijnej, może nieraz wystygnąć w prawdziwej miłości do Boga. Tak dzieje się np. z człowiekiem, który modli się tylko wtedy, gdy sprawia mu to przyjemność, gdy „ma nastrój”, a zaprzestaje rozmowy z Bogiem, gdy nie ma na to „ochoty”.

Waldemarze. Tu na ziemi jesteśmy tylko pielgrzymami.
Miłość jest jak strumień płynący w przeciwnym kierunku. :)

Bolito
Posty: 839
Rejestracja: 17 lut 2008, 21:06
Lokalizacja: Kraków

Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo

Post autor: Bolito » 27 lis 2010, 20:25

Hotori pisze: Zazwyczaj ludzie oddający życie Bogu nie myślą o tym. Oni już za życia żyją z Bogiem i w Bogu.
No to wreszcie mamy consensus. Wg mojego zrozumienia, właśnie taka postawa, chrześcijanin odpowiada bezinteresownemu służeniu Krysznie, bez przywiązywania się do tego, gdzie mam trafić po śmierci.
Hotori pisze:Uczucie nie jest istotą miłości do Boga, choć może pomagać w wypełnianiu Jego woli, np. człowiek uczuciowo zafascynowany Bogiem może się z większą łatwością zdecydować na stałe służenie Mu. Gdy ktoś zbytnią wagę przywiązuje do przeżywania różnych uczuć w dziedzinie religijnej, może nieraz wystygnąć w prawdziwej miłości do Boga. Tak dzieje się np. z człowiekiem, który modli się tylko wtedy, gdy sprawia mu to przyjemność, gdy „ma nastrój”, a zaprzestaje rozmowy z Bogiem, gdy nie ma na to „ochoty”.
Nie sądzisz, że modlenie się, kiedy nie czujesz ku temu nastroju i robisz to na siłę, może przekształcić się w bezmyślne "odklepywanie", które też nic nie daje?
Nie jedz na czczo (grafitti)

Awatar użytkownika
Hotori
Posty: 181
Rejestracja: 24 lis 2006, 15:33
Lokalizacja: Toruń

Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo

Post autor: Hotori » 27 lis 2010, 21:29

Nie sądzisz, że modlenie się, kiedy nie czujesz ku temu nastroju i robisz to na siłę, może przekształcić się w bezmyślne "odklepywanie", które też nic nie daje?
Modlitwa polega na „żywym i osobistym związku z Bogiem żywym i prawdziwym” (KKK 2558). Modlitwa jest darem Boga dla nas, jest odpowiedzią na inicjatywę i pragnienie Boga.
Św. Ojciec Pio bardzo cierpiał (napadali go szatani, także cierpiał mękę pańską co piątek) ale się modlił, św. Matka Teresa z Kalkuty przez 50 lat miała kryzys wiary, ale nie przestawała się modlić, mogłabym wiele takich osób wymieniać. To jest Kochanie Miłości, która tak mało jest kochana.
Miłość jest jak strumień płynący w przeciwnym kierunku. :)

ODPOWIEDZ