Nie wiem czy tak działa Kryszna, nic nie dzieje sie przypadkiem, jest On w kazdym sercu i chce Twojej pomyslności, a o zone dbaj .mały pisze: Odpowiedź: "pomyślałam, że to o czym teraz myślisz jest bardzo ważne."
Po czym dodała, że nie wie dlaczego tak zapytała oraz, że nigdy wcześniej nie przyszła jej taka myśl do głowy.
dziwne obiekty, dziwne doznania...
Re: dziwne obiekty, dziwne doznania...
Re: dziwne obiekty, dziwne doznania...
Znalazłem coś takiego z czego wynika, że nie wszyscy są draniami...
"Satyaraja Das
Jesteśmy integralną cząstką Boga. Jesteśmy jak mała próbka Najwyższego. Jakąkolwiek jakość On ma w pełni my posiadamy ją również, ale w mniejszej ilości. Na przykład, On ma wszelką siłę, piękno, bogactwo, sławę, wiedzę i wyrzeczenie. Będąc częścią Jego, mamy udział w tych jakościach również, lecz w znikomej ilości.
Teraz tak, jedną z Jego właściwości jest to, że On jest w najwyższym stopniu niezależny – to jest to co stanowi o tym, że On jest Bogiem. Podobnie my, jako Jego integralne cząstki, mamy znikomą niezależność. Przecież gdyby On nie dał nam niezależności, jak moglibyśmy wybrać miłość do Niego? To byłaby rzecz wymuszona i nie można byłoby nazwać tego miłością. Więc On daje nam wybór i naturalnie niektórzy używają tę możliwość wyboru niewłaściwie i decydują się opuścić Boga. Z tym, że literatura wedyjska twierdzi, że bardzo mała liczba dusz - jiva opuszcza towarzystwo Boga. Jest powiedziane, że jedna czwarta część całej egzystencji jest światem materialnym, przeznaczonym dla zbuntowanych dusz. Ogromna ich większość pozostaje na swoich konstytucjonalnych pozycjach, jako wieczni słudzy Pana. Nieograniczona liczba żywych istot służy Mu wiecznie i tylko nieznaczna ich liczba ma tendencję do upadku do świata materialnego."
"Satyaraja Das
Jesteśmy integralną cząstką Boga. Jesteśmy jak mała próbka Najwyższego. Jakąkolwiek jakość On ma w pełni my posiadamy ją również, ale w mniejszej ilości. Na przykład, On ma wszelką siłę, piękno, bogactwo, sławę, wiedzę i wyrzeczenie. Będąc częścią Jego, mamy udział w tych jakościach również, lecz w znikomej ilości.
Teraz tak, jedną z Jego właściwości jest to, że On jest w najwyższym stopniu niezależny – to jest to co stanowi o tym, że On jest Bogiem. Podobnie my, jako Jego integralne cząstki, mamy znikomą niezależność. Przecież gdyby On nie dał nam niezależności, jak moglibyśmy wybrać miłość do Niego? To byłaby rzecz wymuszona i nie można byłoby nazwać tego miłością. Więc On daje nam wybór i naturalnie niektórzy używają tę możliwość wyboru niewłaściwie i decydują się opuścić Boga. Z tym, że literatura wedyjska twierdzi, że bardzo mała liczba dusz - jiva opuszcza towarzystwo Boga. Jest powiedziane, że jedna czwarta część całej egzystencji jest światem materialnym, przeznaczonym dla zbuntowanych dusz. Ogromna ich większość pozostaje na swoich konstytucjonalnych pozycjach, jako wieczni słudzy Pana. Nieograniczona liczba żywych istot służy Mu wiecznie i tylko nieznaczna ich liczba ma tendencję do upadku do świata materialnego."
- Purnaprajna
- Posty: 2267
- Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
- Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
- Kontakt:
Re: dziwne obiekty, dziwne doznania...
To fakt; jesteśmy kryminalną mniejszością ze slumsów.mały pisze:Znalazłem coś takiego z czego wynika, że nie wszyscy są draniami...
Prasadam blog mojej żony Vairagya-laksmi dd: http://www.purevege.com/
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
- Purnaprajna
- Posty: 2267
- Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
- Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
- Kontakt:
Re: dziwne obiekty, dziwne doznania...
Możesz być pewien, że jeżeli wątpliwość dotyczyła Kryszny, a odpowiedź w formie "przypadkowych" okoliczności inspiruje Cię do świadomości Kryszny, to dzieje się tak z powodu ingerencji Nadduszy/Kryszny.mały pisze:Hm, czy tak działa Kryszna ? Właśnie wtedy rozważałem wyjazd do Mysiadła i nie wiedziałem jak o tym powiedzieć.
Prasadam blog mojej żony Vairagya-laksmi dd: http://www.purevege.com/
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Re: dziwne obiekty, dziwne doznania...
Przypuszczam, że mogą niektórych irytować moje dalsze pytania ale mistrzowie są po to aby ich pytać albo aby przynajmniej wysłuchali.
Rozważam pojawienie się pierwotnego impulsu zazdrości, pierwszego "nie", pierwszego zapatrzenia się w samego siebie.
Pod wpływem czego w wolnej istocie zrodziła się postawa buntu ?
Czy to było ukartowane wcześniej ?
Jak to możliwe, że widząc doskonałość uznaliśmy, że sami zabawimy się lepiej ?
Czy wybierając źle byliśmy naprawdę w pełni świadomi ?
A może nie byliśmy w pełni świadomi tego co robimy, skoro nigdy wcześniej nie zrobiliśmy tego ?
W takim razie czemu Najwyższy dopuścił do takiego błędu rodzącego cierpienie ?
Albo nawet jeśli dopuścił bo się upieraliśmy jak dzieci, to czemu w swej wszechmocy nie rozwiązał problemu pstryknięciem palca po naszych pierwszych stłuczeniach ?
Myślę sobie też, że gdybym naprawdę dotknął Boga (myślą czy słowem), gdyby naprawdę nastąpił przepływ, to wobec takiego faktu natychmiast powinienem wrócić do Niego tak jak właśnie siedzę czy stoję. Najwidoczniej dotykam tylko wciąż wyobrażeń o Nim, a nie Jego samego, a gdy zrezygnowany odpuszczam swój wysiłek wówczas naprawdę coś się dzieje... tak jakby On czekał aż się poddam całkowicie i okazał swą prawdziwą twarz. Po takich chwilach jest tylko miłosna cisza...
Wiecie czego się obawiam ?
Obawiam się tego, że przystępując do mantrowania zacznę doświadczać rzeczy, które sam wytwarzam swoją gorliwością i zapałem i że uznam je za przejaw tego, że jestem we właściwym miejscu. Dlaczego tak myślę ? Bo zawsze gdy brałem się za jakąś praktykę to miałem szybko efekty.
Rozważam pojawienie się pierwotnego impulsu zazdrości, pierwszego "nie", pierwszego zapatrzenia się w samego siebie.
Pod wpływem czego w wolnej istocie zrodziła się postawa buntu ?
Czy to było ukartowane wcześniej ?
Jak to możliwe, że widząc doskonałość uznaliśmy, że sami zabawimy się lepiej ?
Czy wybierając źle byliśmy naprawdę w pełni świadomi ?
A może nie byliśmy w pełni świadomi tego co robimy, skoro nigdy wcześniej nie zrobiliśmy tego ?
W takim razie czemu Najwyższy dopuścił do takiego błędu rodzącego cierpienie ?
Albo nawet jeśli dopuścił bo się upieraliśmy jak dzieci, to czemu w swej wszechmocy nie rozwiązał problemu pstryknięciem palca po naszych pierwszych stłuczeniach ?
Myślę sobie też, że gdybym naprawdę dotknął Boga (myślą czy słowem), gdyby naprawdę nastąpił przepływ, to wobec takiego faktu natychmiast powinienem wrócić do Niego tak jak właśnie siedzę czy stoję. Najwidoczniej dotykam tylko wciąż wyobrażeń o Nim, a nie Jego samego, a gdy zrezygnowany odpuszczam swój wysiłek wówczas naprawdę coś się dzieje... tak jakby On czekał aż się poddam całkowicie i okazał swą prawdziwą twarz. Po takich chwilach jest tylko miłosna cisza...
Wiecie czego się obawiam ?
Obawiam się tego, że przystępując do mantrowania zacznę doświadczać rzeczy, które sam wytwarzam swoją gorliwością i zapałem i że uznam je za przejaw tego, że jestem we właściwym miejscu. Dlaczego tak myślę ? Bo zawsze gdy brałem się za jakąś praktykę to miałem szybko efekty.
Re: dziwne obiekty, dziwne doznania...
Teraz będziesz miał przykład działania w postawie buntuPod wpływem czego w wolnej istocie zrodziła się postawa buntu ?
Czy to było ukartowane wcześniej ?
Jak to możliwe, że widząc doskonałość uznaliśmy, że sami zabawimy się lepiej ?
Czy wybierając źle byliśmy naprawdę w pełni świadomi ?
Mozna powiedzieć, ze brak było pełnej realizacji, skoro jestesmy tutaj, ale jak sie wydostaniemy to bedziemy ja miec, a cierpienia które kazdy doswiadcza są jak sen nie dotycza duszy tylko ciała i umysłu bedąc rzeczywistymi. Działania Najwyzszego nawet jak zawierają bład jest on doskonały i dobry (nie ma takiej rzeczy której Bóg nie może zrobić nawet błędu), ale czy mozna zrobić błąd posiadając doskonała wiedzie i bedac wszechmocnym? Chyba nie. Błąd leży po naszej stronie ze względu ze jesteśmy 1/10000 częsci czubka włosa (czubek włosa jest nas tam 10000A może nie byliśmy w pełni świadomi tego co robimy, skoro nigdy wcześniej nie zrobiliśmy tego ?
W takim razie czemu Najwyższy dopuścił do takiego błędu rodzącego cierpienie ?
Albo nawet jeśli dopuścił bo się upieraliśmy jak dzieci, to czemu w swej wszechmocy nie rozwiązał problemu pstryknięciem palca po naszych pierwszych stłuczeniach ?
Gdyby Bóg pstryknął i wyzwolił wszystkich to nic to by nie dało, dalej bysmy nie mieli tego doswiadczenia ze to jest be, musimy przy wszystkich pomocnych rekach od Boga sami to zrobic, zrozumiec nasza oryginalna pozycje i wrócić do Niego z radościa - On nam kibicuje z całych sił i zawsze pomaga. Nie mówiąc o tym ze jest najbardziej wybaczającym ze wszystkich.
Proces jest łatwy ale nie tani. To nie kupno fajek w kiosku. Trzeba pokazać ze naprawde chcemy wrócic do Kryszny i że On jest najdroższa Osobą we wszechświecie. Zdobycie Jego nie jest tanie, wymaga pokazania gorącego pragnienia. Ile wysiłku potrafi wykrzesać z siebie facet aby zdobyć ładną lale do zadawalania genitaliów i ile ma radochy jak powie tak? Kryszna nie jest jakąś tania lalą, więc trzeba pokazać na co nas stać. Ciekawa rzecz - On oddaje zawsze więcej niż dostaje.Myślę sobie też, że gdybym naprawdę dotknął Boga (myślą czy słowem), gdyby naprawdę nastąpił przepływ, to wobec takiego faktu natychmiast powinienem wrócić do Niego tak jak właśnie siedzę czy stoję. Najwidoczniej dotykam tylko wciąż wyobrażeń o Nim, a nie Jego samego, a gdy zrezygnowany odpuszczam swój wysiłek wówczas naprawdę coś się dzieje... tak jakby On czekał aż się poddam całkowicie i okazał swą prawdziwą twarz. Po takich chwilach jest tylko miłosna cisza...
To juz musisz sam zdecydować, ale ja nie żałuje i nie ma sie czego bać.Wiecie czego się obawiam ?
Obawiam się tego, że przystępując do mantrowania zacznę doświadczać rzeczy, które sam wytwarzam swoją gorliwością i zapałem i że uznam je za przejaw tego, że jestem we właściwym miejscu. Dlaczego tak myślę ? Bo zawsze gdy brałem się za jakąś praktykę to miałem szybko efekty.
Tylko popełniam mnóstwo błedów i dlatego mam mizerne efekty.
Re: dziwne obiekty, dziwne doznania...
No właśnie tak nie jest, że możemy wrócić do Kryszny tak jak siedzimy czy stoimy. Kryszna i jego siedziba są natury duchowej (tak jak my) ale obecnie posiadamy ciała innej natury (materialne).trigi pisze:Proces jest łatwy ale nie tani. To nie kupno fajek w kiosku. Trzeba pokazać ze naprawde chcemy wrócic do Kryszny i że On jest najdroższa Osobą we wszechświecie. Zdobycie Jego nie jest tanie, wymaga pokazania gorącego pragnienia..maly pisze:Myślę sobie też, że gdybym naprawdę dotknął Boga (myślą czy słowem), gdyby naprawdę nastąpił przepływ, to wobec takiego faktu natychmiast powinienem wrócić do Niego tak jak właśnie siedzę czy stoję. Najwidoczniej dotykam tylko wciąż wyobrażeń o Nim, a nie Jego samego, a gdy zrezygnowany odpuszczam swój wysiłek wówczas naprawdę coś się dzieje... tak jakby On czekał aż się poddam całkowicie i okazał swą prawdziwą twarz. Po takich chwilach jest tylko miłosna cisza...
Nie możemy będąc w materialnych ciałach udać się do duchowej siedziby Kryszny. Do tego potrzebujemy proces umożliwiający pozbycie się materialnych elementów. Tych elementów jest 8 i z tylu elementów składa się nasze materialne ciało: ziemia, woda, ogień, powietrze, eter, umysł, inteligencja i fałszywe ego.
Dla przykładu w 1994 roku moja siostra duchowa Vraja-lila Mataji z powodu ciężkiej choroby opuszczała ciało. I dzięki łasce Kryszny był obecny przy niej nasz mistrz duchowy Indradiumna Swami. Pomagał w jej ostatniej drodze powrotu do Kryszny.
Vraja-lila mówiła, że ma jeszcze jedno pragnienie, ale boi sie o nim powiedzieć.
Gurudeva zapytał o jakie pragnienie chodzi.
Vraja odparła, że chciała by jeszcze zjeść pomidory.
Gurudeva [spoglądając z rozbawieniem na obecnych w pokoju wielbicieli zapytał:]
- Czy mają pomidory w świecie duchowym? Są tam w każdym razie drzewa kalpa-vriksa i możesz dostać wszystkiego czego zapragniesz, aby służyć Krysznie. Przypuszczam, że pomidory także! Jeżeli to jedyne materialne pragnienie, jakie ci pozostało, jesteś zaiste szczęśliwą młodą damą!
Zatem, aby udać się do siedziby Kryszny, musimy wszystko w naszym życiu "uduchowić", czyli pozostawić wszystko co materialne w materii a zabrać tylko duchowe elementy.
To tak, jak dzieci bawią się w piaskownicy na podwórku. Kiedy zawoła ich mama do domu, cały piasek zostawiają w piaskownicy, otrzepując jego resztki z ubrań, bo wiedzą, że mama może na nich nakrzyczeć "Tylko nie wnoście piasku do domu, bo więcej was nie puszcze do piaskownicy"
I tak mama przed wejściem do domu na korytarzu jeszcze pomoże dzieciom pozbyć się resztek piasku
Wedy podają również, że aby udać się do świata duchowego, należy "przebić się" przez okrywy wszechświata. Cały nasz wszechświat materialny okryty jest okrywami. Są to kolejne elementy materialne: ziemia, woda, itd. razem 8 okryw i każda kolejna jest 10 razy większa od poprzedniej.
Największa i najtrudniejsza a zarazem najsubtelniejsza okrywa to fałszywe ego ahankara
Aby się jej pozbyć należy w swej świadomości mieć niezachwiane przekonanie tego kim tak naprawdę jestem. Nie jestem materią. Jestem duszą.
Proces intonowania Hare Kryszna jest najprostszym obecnie dostępnym procesem do osiągnięcia takiego stanu świadomości. A taki stan świadomości to dopiero początek na drodze duchowej. To stan w którym przebijamy ostatnią okrywę materii i stajemy u progu świata duchowego.
Re: dziwne obiekty, dziwne doznania...
trigi, napisałeś wybralismy niezależność i działo sie to etapami
- dzięki, nie brałem nigdy pod uwagę, że mogło to się dziać właśnie etapami, a to wiele zmienia...
padmak, napisałeś Nie jestem materią. Jestem duszą.
- to dla mnie oczywiste
i dlatego, jak pisałem w pierwszym wpisie, nie mogę odgadnąć gdzie śmigam w nocy i dlaczego nie mam pamięci z takich wycieczek (oprócz dwóch zapamiętanych powrotów do ciała oraz nietypowych snów)...
Pewnego razu po obudzeniu się przypomniało mi się, że rozmawiałem z istotą, która mi powiedziała, że kiedyś opiekowała się tym wszechświatem. Ach, naprawdę niepojęte to wszystko...
Wiecie, nie mam problemu z bezosobowym Absolutem ale w tej sferze nie ma też nic do robienia, ustaje działanie, owszem jest spokój ale jest tam też nieprawdopodobny smutek... jest też ocean miłości ale paradoksalnie nie ma kogo kochać i nie ma kogoś kto kocha... doprawdy jest to cudowna jedność ale w tej jedności jest kosmiczny brak, niedosyt...
Gdy pierwszy raz podjąłem próbę, że opuszczę ciało i zasnąłem, to po tym co się stało uznałem, że jest to zbyt przerażające. Dlaczego ? Nie wiem jak i nie wiem w jaki sposób ale nagle znalazłem się w takim punkcie, że czułem całym sobą, że za chwilę ja-dusza przestanę istnieć, było to poczucie totalnej ostateczności od której zwiałem jak zając. A może byłyby to nowe narodziny ?
Momentami dogłębnie odczuwam to kosmiczne nieszczęście jakim jest istnienie w tym świecie. Nie dlatego, że czegoś mi brakuje ale dlatego, że w ogóle jestem. Naga świadomość własnego istnienia w tej klatce wszechświata jest tragiczna. Trudno żyć gdy gdzieś w tle połyskuje świadomość, że to nie TO, że to nie TU.
Prosiłem wczoraj Boga: "daj mi osobiście znać jakie jest Twoje imię, czy naprawdę Kryszna to Twoja najwyższa forma transcendentna; daj znać gdyż nie chcę już błądzić; daj znać gdyż w swym szaleństwie gotów jestem podważać wszystko; daj znać w taki sposób abym nie mógł już podważyć; daj znać gdyż wiem, że szybko można znaleźć zadowolenie jeśli przylgnie się do czegoś wiarą, a ja nie chcę tylko zadowolenia lecz Prawdy."
Wcześniej wyczytałem jak Purnaprajna pisał do Arlety, (piszę to własnymi słowami bez cytowania) że trzeba od czegoś wyjść, spróbować bo inaczej gdy zabrniemy w niekończące się podważanie/dociekanie to już tylko psychiatryk. Hm, nie dziwi więc, że nie jeden tam podaje się za Boga lub coś w tym stylu.
- dzięki, nie brałem nigdy pod uwagę, że mogło to się dziać właśnie etapami, a to wiele zmienia...
padmak, napisałeś Nie jestem materią. Jestem duszą.
- to dla mnie oczywiste
i dlatego, jak pisałem w pierwszym wpisie, nie mogę odgadnąć gdzie śmigam w nocy i dlaczego nie mam pamięci z takich wycieczek (oprócz dwóch zapamiętanych powrotów do ciała oraz nietypowych snów)...
Pewnego razu po obudzeniu się przypomniało mi się, że rozmawiałem z istotą, która mi powiedziała, że kiedyś opiekowała się tym wszechświatem. Ach, naprawdę niepojęte to wszystko...
Wiecie, nie mam problemu z bezosobowym Absolutem ale w tej sferze nie ma też nic do robienia, ustaje działanie, owszem jest spokój ale jest tam też nieprawdopodobny smutek... jest też ocean miłości ale paradoksalnie nie ma kogo kochać i nie ma kogoś kto kocha... doprawdy jest to cudowna jedność ale w tej jedności jest kosmiczny brak, niedosyt...
Gdy pierwszy raz podjąłem próbę, że opuszczę ciało i zasnąłem, to po tym co się stało uznałem, że jest to zbyt przerażające. Dlaczego ? Nie wiem jak i nie wiem w jaki sposób ale nagle znalazłem się w takim punkcie, że czułem całym sobą, że za chwilę ja-dusza przestanę istnieć, było to poczucie totalnej ostateczności od której zwiałem jak zając. A może byłyby to nowe narodziny ?
Momentami dogłębnie odczuwam to kosmiczne nieszczęście jakim jest istnienie w tym świecie. Nie dlatego, że czegoś mi brakuje ale dlatego, że w ogóle jestem. Naga świadomość własnego istnienia w tej klatce wszechświata jest tragiczna. Trudno żyć gdy gdzieś w tle połyskuje świadomość, że to nie TO, że to nie TU.
Prosiłem wczoraj Boga: "daj mi osobiście znać jakie jest Twoje imię, czy naprawdę Kryszna to Twoja najwyższa forma transcendentna; daj znać gdyż nie chcę już błądzić; daj znać gdyż w swym szaleństwie gotów jestem podważać wszystko; daj znać w taki sposób abym nie mógł już podważyć; daj znać gdyż wiem, że szybko można znaleźć zadowolenie jeśli przylgnie się do czegoś wiarą, a ja nie chcę tylko zadowolenia lecz Prawdy."
Wcześniej wyczytałem jak Purnaprajna pisał do Arlety, (piszę to własnymi słowami bez cytowania) że trzeba od czegoś wyjść, spróbować bo inaczej gdy zabrniemy w niekończące się podważanie/dociekanie to już tylko psychiatryk. Hm, nie dziwi więc, że nie jeden tam podaje się za Boga lub coś w tym stylu.
Re: dziwne obiekty, dziwne doznania...
Pisałem wcześniej o 8 (ośmiu) materialnych elementach. Nasze ciało składa się z tych ośmiu elementów. Wewnątrz tych elementów jesteśmy my, świadome żywe istoty. Dusza atma, jivamały pisze: padmak, napisałeś Nie jestem materią. Jestem duszą.
- to dla mnie oczywiste
i dlatego, jak pisałem w pierwszym wpisie, nie mogę odgadnąć gdzie śmigam w nocy i dlaczego nie mam pamięci z takich wycieczek (oprócz dwóch zapamiętanych powrotów do ciała oraz nietypowych snów)...
(...)
Gdy pierwszy raz podjąłem próbę, że opuszczę ciało i zasnąłem, to po tym co się stało uznałem, że jest to zbyt przerażające. Dlaczego ? Nie wiem jak i nie wiem w jaki sposób ale nagle znalazłem się w takim punkcie, że czułem całym sobą, że za chwilę ja-dusza przestanę istnieć, było to poczucie totalnej ostateczności od której zwiałem jak zając. A może byłyby to nowe narodziny ?
jest sad, cit, ananda czyli wieczna, pełna wiedzy i szczęścia. Taka jest jej duchowa natura.
Teraz, kiedy dusza wchodzi do świata materialnego jej natura wchodzi pod wpływ materii a jej życie staje się asad, acit, nirananda czyli tymczasowe, w ignorancji i nieszczęśliwe.
Tak naprawdę te trzy "złe" cechy należą do ciała materialnego a nie do duszy. Niestety poprzez najsubtelniejszy, ósmy element ahankara dusza utożsamia się z materialnymi elementami.
I teraz kiedy ktoś opisuje, że wychodzi z ciała to wydaje mu się, że pozbędzie się tymczasowości, ignorancji i cierpienia. Niestety dusza w świecie materialnym ma dwie okrywy:
wulgarną: ziemia, woda, ogień, powietrze i etert
subtelną: umysł, inteligencja i fałszywe ego.
W chwili opuszczania ciała dusza przemieszcza się w subtelnym ciele, które nadal jest asad, acit, nirananda
Podobnie dzieje się w chwili śmierci. Dusza wychodzi z ciała razem z ciałem subtelnym a dokładniej wewnątrz takiego ciała.
Poniżej taki obrazek ze śmierci Ajamili, który jest opisany w Śrimad Bhagavatam.

Re: dziwne obiekty, dziwne doznania...
Jeśli jest smutek to nie jest realizacja Bezosobowego, tylko wyobrazenie realizacji. Realizacja Brahmana oznacza szczęście z tą różnica ze niepełne.Wiecie, nie mam problemu z bezosobowym Absolutem ale w tej sferze nie ma też nic do robienia, ustaje działanie, owszem jest spokój ale jest tam też nieprawdopodobny smutek...
Realizacja bezosobowego Brahmana jest realizacją Jego cechy sat (wieczności). Realizacja Paramatmy jest realizacją Jego cechy cit (wiecznej wiedzy). Ale realizacja Osoby Boga, Krsny, jest realizacją wszystkich cech transcendentalnych sat, cit i ananda (wieczności, wiedzy, szczęścia) w kompletnej vigraha (formie).
Odczuwa się szczęście ale nie ma miłosnej wymiany uczuć, przy której szczescie sat jest nieatrakcyjne.
Dlatego, że podświadomie czujesz ze nie jest to Twoja oryginalna pozycja i jest to stan nienaturalny.Gdy pierwszy raz podjąłem próbę, że opuszczę ciało i zasnąłem, to po tym co się stało uznałem, że jest to zbyt przerażające. Dlaczego ?
Pierwszy punkt jest taki ze nie wychowaliśmy sie w kulturze wedyjskiej, dlatego argument mówiący o tym ze Kryszna jest Najwyzszy moze do nas nie trafiać od razu:Prosiłem wczoraj Boga: "daj mi osobiście znać jakie jest Twoje imię, czy naprawdę Kryszna to Twoja najwyższa forma transcendentna; daj znać gdyż nie chcę już błądzić; daj znać gdyż w swym szaleństwie gotów jestem podważać wszystko; daj znać w taki sposób abym nie mógł już podważyć; daj znać gdyż wiem, że szybko można znaleźć zadowolenie jeśli przylgnie się do czegoś wiarą, a ja nie chcę tylko zadowolenia lecz Prawdy."
"mama yonir mahad brahma tasmin garbham dadamy aham"
"Cała manifestacja materialna, nazywana Brahmanem, jest źródłem narodzin. I jest to ten Brahman, którego Ja zapładniam, umożliwiając tym samym narodziny wszystkim żywym istotom, o synu Bharaty."
Dżiwa też jest brahmanem (jiva-brahman), a Kryszna jest para-brahmanem, Najwyższym Brahmanem.
Wyobraz sobie co byłoby gdyby Abrahamowi Bóg powiedział: Jam jest Jahwe, znany bardziej jako Kryszna"
No ale nie powiedział. Dlatego też jeśli uznasz ze Biblia jest pismem objawionym, ale nie daje Ci wszystkich odpowiedzi, mowy Buddy są obiawione ale nie pasuje Ci ta koncepcja Absolutu, WEDY są objawione, a w interpretacji szkoły Waisznawa Ci sie podoba, to zaakceptujesz stwierdzenia wszystkich Wed ze Kryszna to ten Ostateczny, pierwsza przyczyna wszystkiego - Govinda Adi Purusa. Watpliwości biora sie z braku wiedzy i doświadczenia. Mi tez umysł czasem podrzuca jakieś "grzanki" np. " ty a jak oni maja racje i nie ma Kryszny?". Taka jest natura niekontrolowanego umysłu pluje różnymi bredniami i jak oprzesz swoje postepowanie na spekulacjach nie na sastrach i towarzystwie zaawansowanych wielbicieli będzie różnie w zależności na to co sie trafi. Tak dla przykładu:
Umysł moze wymyśleć ze skoro inni skacza z okna to moze być dobre tez dla nas.
Ale co mówi o tym sastra?
16.07 Demony nigdy nie wiedzą, co należy czynić, a czego nie należy. Nie cechuje ich ani czystość, ani właściwe zachowanie, ani prawdomówność.
Jasne,że nie nalezy skakac z 10 pietra bo te ciała nie naleza do nas, my je tylko używamy.
Jeśli ktoś mysli ze jest tym ciałem to moze sie zabić, decydując o swoim życiu. Tylko nie zabija siebie ,a niszczy maszynę bardzo skomplikowaną, trudno osiagalna.
że trzeba od czegoś wyjść, spróbować bo inaczej gdy zabrniemy w niekończące się podważanie/dociekanie to już tylko psychiatryk.
Dokladnie tak jest. Praktyka czyni mistrza. Można w nieskończoność dyskutować o walorach miodu w słoiku, ale lepiej go odkręcić i spróbować.