...Nie mogę Ci wiele dać, Nie mogę Ci wiele dać, bo sam niewiele mam. Nie mogę dać wiele Ci, Nie mogę dać wiele Ci, Przykro mi.
...Zaleczony lęk, weź co chcesz... /Perfect/
Arleta pisze:Oczywiście rozumiem i już znikam z forum. Napisałam to, co naprawdę myślę - a doskonale wiem, że to nie jest dobrze widziane.
Jak dla mnie to dobrze widziane są szczere wypowiedzi, i dla mnie to jest fajne, tak więc, przynajmniej z mojej perspektywy, nie wiesz doskonale
Uwagi, choćby trudne i ciężkie, dla mnie są ok, każdy może pomyśleć, coś dostrzec, może zmienić, we własnym życiu. Ja lubię fakty, gorzka prawda, lekarstwo, lepsza od słodkiego kłamstwa, trucizny. Po co znikać, a jak komuś coś nie pasuje, to niech nie czyta. Ja osobiście polecam jednak, tu czy tam, w ten, czy inny sposób, pielęgnowanie swego związku z Kryszną.
Kiedyś zanim poznałem Bhaktów, zanim cokolwiek dotknąłem w Świadomości Kryszny, miałem bardzo poważny wypadek, śmierć kliniczną, byłem przez chwilę trochę dalej od tej strony, coś tam widziałem, czego wcześniej nigdzie indziej, nawet przez moment nie zaliczyłem, w formie obrazu, czy opisowego tekstu, tak więc umysł był wolny od jakiegoś wstępnego zaprogramowania, które mogło w trakcie tego wypadku manifestować jakieś obrazy, wcześniej uchwycone.
Doświadczenie wspaniałe, ale pozostawiłem to i żyłem dalej po swojemu. Dopiero po kilku latach zobaczyłem w jednej z książek o bhakti foto starego obrazu namalowanego przez jogina, jego realizacji, i było to zgodne z tym, co ja sam wtedy widziałem.
Oczywiście nastąpiły w tym momencie małe narodziny supernowej w tej mikro przestrzeni kosmosu zagonionego człowieczka...
Sporo zmian od tego czasu, wciąż trwają, bo to wieczna droga, czasami bardzo trudna, wzloty, upadki, ale wspaniała przygoda, najpiękniejsza, która dzięki Bhaktom i Bogu trwa cały czas, taki jest mój świat Świadomości Kryszny.
Istnieje on po za tymi wszelkimi przykrymi sprawami, które opisałaś, które zapewne tu czy tam są, ale z którymi się nie sklejam, bo jaka to przyjemność sklejać się z kupą?
Nie wiesz co się robi z tym produktem przemiany? Po prostu pociąga za spłuczkę i idzie dalej, a nie rozwodzi nad tym, wyciągając chybione wnioski, czy warto żyć, skoro to jest.
Codziennie to jest, u każdego, ale się żyje, niektórym nawet bardzo dobrze i szczęśliwie. Nikt raczej z tego powodu nie rezygnuje z życia, i świadomość tego nie trwa przy nim cały dzień.
Tak samo tu i tam, w tej, czy tamtej społeczności, a tym bardziej organizacji, są te rzeczy, odchody, brudne, brzydko pachnące, toksyczne i szkodliwe, idee, postawy, tezy, czyny, ale są też i inne rzeczy, piękne i wspaniałe, istniejące i manifestowane przez konkretne osoby, bo przecież każdy jest indywidualnością.
Jednak tak, czy inaczej, czy one są, czy ich nie ma, albo czy są w tej czy innej skali, to nie powód, aby rezygnować z własnego rzeczywistego życia, ze swego związku z Kimś, z Kim naprawdę jest się szczęśliwym, z Kim warto żyć, teraz i po tamtej stronie, od Kogo się pochodzi, i do Kogo warto wrócić...
PS
I jeszcze jedna sprawa, ja naprawdę jestem cholernie brudny, a nawet demoniczny, czasami bardzo, ale w życiu by mi do głowy nie przyszło (Maryjko! Jezusie! chrońcie mnie o tego!), aby się odwracać od świadomości Kryszny.
Oczywiście zrobisz jak uważasz, ale warto się zastanowić, czy to co masz na myśli mówiąc religia, świadomość Kryszny, jest tym co jest religią, świadomością Kryszny.
Jest taki związek frazeologiczny, po angielski brzmi "throw the baby out with the bathwater", a po niemiecku "das Kind mit dem Bade ausschütten", a po czesku "vylít vaničku i s dítětem", a po włosku "gettare via il bambino con l'acqua sporca", no i po polsku "wylać dziecko z kąpielą".
Różne języki, znaczenie to samo...
