Zbawenie dla ateisty/agnostyka

Tylko jedna droga jest prawdziwa - droga do Boga. " Prawdziwym interesem wszystkich żywych stworzeń – w istocie, celem życia – jest powrót do domu, do Boga. Jest to korzystne dla nas samych, naszej żony, dzieci, uczniów, przyjaciół, rodaków i całej ludzkości. Ruch świadomości Kryszny może udzielić wskazówek względem zarządzania, dzięki któremu każdy będzie mógł wziąć udział w czynnościach świadomych Kryszny i osiągnąć ostateczny cel." - 07.15.65 Zn.
Mastermind

Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka

Post autor: Mastermind » 30 gru 2010, 15:27

Zrozum Prabhu, że każdy ma prawo pisać na forum tak, jak uznaje za stosowne. Z tego co wiem, nie ma w regulaminie wymogu, aby każdy się przedstawiał publicznie z imienia i nazwiska. Wystarczy, że robi to przy rejestracji.
Dlatego znowu niewłaściwie się zachowujesz, określając mój pobyt tu (jeśli tak dalej pójdzie, to chwilowy) jako podchody czy ciuciubabkę.
Niewłaściwie się zachowujesz, brnąc w zaparte, po tym, jak w oczywisty sposób zachowałeś się nietaktownie i obcesowo.
Niesłusznie też określasz moje zachowanie jako wojownicze. Ono jest po prostu asertywne.

Biorąc to wszystko pod uwagę, oraz twoją niedawną próbę oczernienia mnie na harinam,pl, mogę nie dojść do wniosku, że znowu prowadzisz ze mną jakąś propagandową wojenkę.

Nie mogłeś się powstrzymać od napastliwości wobec mnie? Jesteś na jakiejś krucjacie ujawnia mnie, gdzie bym się nie pojawił w necie?

Jeśli teraz zachowasz się właściwie, to sprawa nie rozwinie się w niepożądanym kierunku, czyli konfliktu, w którym, jak zwykle, to ja zostanę uznany za winnego, następnie będzie powieszenie paru psów na mnie, a potem wykopanie.

Nie mogłeś po prostu wymieniać się poglądami i argumentami? Musiałeś zejść na poziom personalny?

Zachowaj się teraz jak bramin i uczciwie zakończ tą niemiłą sytuację. Proponuję wykasowanie wstecz "personalnych" postów, z obu stron.

Arleta
Posty: 514
Rejestracja: 25 lis 2010, 10:05
Lokalizacja: Katowice

Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka

Post autor: Arleta » 30 gru 2010, 15:34

Drogi Mastermind! Naprawdę przesadzasz. Przecież Purnaprajna pisze w sposób wyjątkowo kulturalny, taktowny i wyważony. Nie ma żadnej potrzeby dopatrywania się w jego słowach jakichś podtekstów. A w ogóle to lepiej unikać komentarzy osobistych, szczególnie pod wpływem chwilowych emocji. Ja też bardzo żałuję, że to kiedyś zrobiłam.
Najważniejszy jest człowiek, a nie idea.

Arleta
Posty: 514
Rejestracja: 25 lis 2010, 10:05
Lokalizacja: Katowice

Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka

Post autor: Arleta » 30 gru 2010, 15:46

Wracając do tematu. Znalazłam takie powiedzenie pewnego ateisty: W ateizmie są dwie zasady: Po pierwsze- Boga nie ma. Po drugie- nienawidzę Go. Tak to często wygląda w praktyce. Zacietrzewienie niektórych ateistów przeciwko religii nie pasuje do ich deklaracji, że religia to tylko wymyślona bajka.
Najważniejszy jest człowiek, a nie idea.

Awatar użytkownika
Purnaprajna
Posty: 2267
Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
Kontakt:

Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka

Post autor: Purnaprajna » 30 gru 2010, 16:15

Zbyt dużo czytasz między wierszami Madhavacaran Prabhu. Szanuję Cię, i uważam, że jesteś inteligentnym facetem. Nie mam też nic przeciwko czyjejś wojowniczości. Jeżeli właściwie użyta, to może stanowić bardzo pozytywną siłę w świadomości Kryszny. Ale jak już doświadczyłeś tego nie jeden raz w przeszłości, tu i na innych forach, często bhaktowie mają duży problem z Twoją, jak to nazywasz "asertywnością".

Jeżeli sam fakt, że ośmieliłem się rozpoznać Twoją tożsamość, czy prosić Cię, jako nowego użytkownika o przedstawienie się stanowi dla Ciebie oznakę braku kultury osobistej i personalny atak na Ciebie, to niech tak będzie. Czy byłbyś to Ty, czy ktoś inny, to tak samo stanąłbym w obronie Arlety, widząc jak jakiś "nowy", zaraz po rejestracji na forum, bez należytego przedstawiania się, w kilku pierwszych postach bezceremonialnie stara się ustanowić swój anonimowy autorytet kosztem innego bhakty, i to przy pomocy bardzo wątłych przesłanek. Obecna sytuacja nie ma więc nic wspólnego z personalną nagonką na Ciebie.

Postów wykasować już nie mogę. Może to zrobić tylko administrator forum, i jemu też pozostawiam ocenę sytuacji, i zaakceptuję jego decyzję. A pomyśl Prabhu, że mógłbyś tego wszystkiego uniknąć, gdybyś zamiast niepotrzebnie unosić się swoim ego, napisał do mnie prywatny list z wyjaśnieniem, że "Mastermind" to Ty, i poprosił, abym już więcej publicznie nie naciskał na Twoje publiczne przedstawienie się. Jednak tego nie zrobiłeś, a zamiast tego wybrałeś publiczną konfrontację, czego gorzki owoc wszyscy jesteśmy teraz zmuszeni smakować.

Mastermind

Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka

Post autor: Mastermind » 30 gru 2010, 16:24

Tak jak się spodziewałem, odwracasz kota ogonem i ciągniesz personalne uwagi i oceny historyczne. Nie możesz się po prostu ode mnie odczepić?
Mam nadzieję, że Arek usunie, co trzeba, bo to niesmaczne jest.

Over and out.

Arleta
Posty: 514
Rejestracja: 25 lis 2010, 10:05
Lokalizacja: Katowice

Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka

Post autor: Arleta » 30 gru 2010, 16:31

Wegan89 pisze: Pozwolę siebie porównac do Arlety. Ty zdobyłaś szczęście po przez zjednoczenie się z Bogiem. Ja to zrobiłem przez miłośc do Matki Ziemi. Ciebie raduje to że czujesz Jego obecnośc. Ja znajduje ukojenie w przyrodzie. Byłaś ateistką, lecz znalazłaś Boga który dał ci sens. Ja też byłem ateistą samego siebie, teraz jestem ateistą dbającym o Matkę Ziemię. Ty dbasz o dobre relacje z Bogiem, ja dbam o dobry stan Matki Ziemi. Ciebie martwi to że ludzie odwacają się od Boga i bluźnią na niego, ja się martwię tym że ludzie nie należycie dbają o glebę po której stąpają.
To niezupełnie jest tak, jak piszesz. Ja znajduję ukojenie i w Bogu i w przyrodzie. Na przykład wiem, że drzewa i zwierzęta są żywymi istotami i cząstką Boga i dlatego ich życie i istnienie mają głęboki sens i zasługują na naszą ochronę. Mnie martwi i to, że ludzie odwracają się od Boga i to, że nie dbają o Ziemię. Te dwie rzeczy są nierozerwalnie związane. Ochrona przyrody wypływa z właściwego rozumienia Boga.

Świat Zachodni w swoim zarozumialstwie pyszni się teraz, że wprowadza w swoich nadmiernie uprzemysłowionych i zupełnie zdewastowanych krajach "ochronę przyrody" i ekologię. Nie zauważa, że zasady ochrony przyrody już setki lat temu istniały w Indiach, dzięki religii, a nie dzięki jakimś teoriom naukowym. Nawet dzisiaj w indyjskich miastach widać całe masy swobodnie żyjących zwierząt. Po ulicach chodzą stada krów, widać masy małp, żerujących dzików i przede wszystkim masy psów. Nikt ich nie prześladuje i nie przepędza. Często są dokarmiane. Wynika to z PRAWDZIWEGO szacunku dla przyrody.

A we Francji co widzimy? Większość tego kraju to zaorana, martwa pustynia- gigantyczne pola należące do ogromnych firm agroprzemysłowych, które produkują masy wysokobiałkowej paszy dla gigantycznych tuczarni krów, świń, królików, gęsi itp. Paryż to olbrzymia betonowa pustynia, rozciągnięta na dziesiątki kilometrów. Działają tu gigantyczne rzeźnie, gdzie codziennie zabija się, głównie przez poderżnięcie gardeł i wykrwawienie, setki tysięcy zwierząt. W tym mieście-molochu nie ma miejsca dla żadnych zwierząt. Panuje obsesja brudu, zarazy, wścieklizny, psich kup itp. W imię tych fobii prześladuje się nieliczne zwierzęta. Parki są zakazane dla psów, gołębie są regularnie trute, żeby "nie brudziły".

To miasto jest w dużej części martwe nie tylko w sensie biologicznym, lecz również w sensie duchowym. Boga zastąpiła konsumpcja i rozrywka wątpliwej jakości. Żeby za dużo nie myśleć, przeciętny Francuz pracuje od 7.00 do 20.00 (wliczając w to dojazd do pracy). Dzieci nie mają bliskiego kontaktu z rodzicami, gdyż wychowywane są głównie w państwowych żłobkach, przedszkolach i szkołach, gdzie również przebywają od 7.00 do 20.00. Mnie taki styl życia wydawał się piekłem.
Najważniejszy jest człowiek, a nie idea.

Awatar użytkownika
Purnaprajna
Posty: 2267
Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
Kontakt:

Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka

Post autor: Purnaprajna » 30 gru 2010, 16:42

Arleta pisze:Zacietrzewienie niektórych ateistów przeciwko religii nie pasuje do ich deklaracji, że religia to tylko wymyślona bajka.
Z pewnością masz rację. Doszło już nawet do tego, że poważani naukowcy piszą książki udowadniające, że nie ma Stworzyciela, a wiara w Niego jest urojeniem ("God Delusions"). Tego typu "walczący" ateizm jest już osobistą religią. Jak mówi Hridayananda Maharaja każde oznajmienie na temat istnienia, czy nieistnienia Boga leży w domenie religii/filozofii. A więc naukowiec typu Dawkinsa jedynie ośmiesza się wyrażając poglądy leżące w domenie filozofii i teologii, czyli w domenie, w której jest ignorantem. Maharaja skomentował po przeczytaniu jego książki, że jedyną rzeczą, którą Dawkins udowodnił było to, że nie ma pojęcia o filozofii. Oczywiście, jako że za samo mieszanie rożnych substancji w próbówkach niewiele płacą, a i o nową dobrą teorię trudno, to trzeba dorabić sobie jakąś pseudo-naukową chałturą na temat religii, i w ten sposób stać się sławnym. No cóż, życie jest ciężkie. :)

Awatar użytkownika
Purnaprajna
Posty: 2267
Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
Kontakt:

Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka

Post autor: Purnaprajna » 30 gru 2010, 16:52

Mastermind pisze:Tak jak się spodziewałem, odwracasz kota ogonem i ciągniesz personalne uwagi i oceny historyczne.
Chciałbym myśleć, że specjalizuję się raczej w ocenach histerycznych. Od ocen historycznych jest tu nasz forumowy ekspert Bolito. Grecki psychiatra w Atenach stwierdził, że kota jeszcze nie mam. Jestem też całkowicie przeciwny jego odwracaniu, o czym już chyba pisałem w wątku o usypianiu zwierząt. Dlatego w miarę możliwości, chciałbym uniknąć darcia z Tobą kotów, Prabhu. :D

Wegan89
Posty: 10
Rejestracja: 22 gru 2010, 23:25

Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka

Post autor: Wegan89 » 30 gru 2010, 22:21

Muszę powiedzieć Wegan, że jestem pod wrażeniem Twojej zdolności obserwacji świata oraz wrażliwości osobistej. Dziękuję za to, co napisałeś, oraz za to, że napisałeś. :)

Zawodowo, mamy też kilka punktów wspólnych, bo jako rehabilitant, pracuję z ludźmi w podeszłym wieku, zwykle po udarze mózgu, z niedowładem połowiczym i afazją. Przy tego rodzaju pracy, kiedy ma się przed oczyma ludzkie cierpienie, łatwiej zrozumieć prawdziwą naturę materialnego świata, oraz kruchość i tymczasowość materialnego ciała i umysłu, to o czym nie mówią nam telewizyjne reklamy, a na co, raz po raz znajduję potwierdzenie w księgach mądrości wedyjskiej. Jeszcze raz zachęcam Cię do zajrzenia do tych książek, bo wierzę, że poczujesz się jak u siebie w domu. :) http://biblioteka.nama-hatta.pl/
Dziękuję za uznanie, oczywiście to co w tedy jest tylko krótkim materiałem, bo o każdym przykładzie można napisac osobny rozdział. Ja też podziwiam twoją wedyjską wiedzę, oraz jeszcze raz dziękuje za zachęcenie i umożliwienie mi samokształtowania. Niestety przez nadmiar obowiązków muszę to przenieśc na okres lipca...
Już na wstępie mogę się z Wami pożegnac aż do 11.01.11, bo zaczyna mi się dkolejna kolejka kolokwium, oraz sesja, na szczęście jedna, resztę będę miał w lutym.
Interesuje mnie jeszcze to jak ludzie reagują na Twoją wiarę, bo ludzie, szczególnie starsi są konserwatywni i boją się obcego, bo nie rozumieją tego. Nie miałeś przypadków tego że ktoś nazwał się od innowiercy lub heretyka???

Wracając do szczęścia to chce zauważyc, że żyjemy w świecie sprzeczności. Nie ma szczęścia bez smutku, nie ma bogactwa bez biedy, nie ma nasycenia bez głodu. By docenic i zrozumiec jedno trzeba doświadczyc drugiego. Bogaty by nie mógł się cieszyc z posiadanych dóbr, gdyby nie to że sąsiad obok ledwie łączy koniec z końcem, itd.
No i w życiu obecnym piękne są tylko chwilę, wiec trzeba z nich kożystac, bo to one dają tą radośc w codziennych problemach...
Wiąże się z tym pewna historia. Pewnego razu kobieta przyszła do swamiego prosząc, aby przekonał jej syna, aby przestał palić. Swami powiedział, aby przyszła za kilka dni. Kiedy to zrobiła, swami przywołał dziecko i dobitnie powiedział: "Palenie szkodzi i nie powinieneś tego więcej robić." Po jakimś czasie matka dziecka wróciła, aby podziękować swamiemu za to, że przekonał jej syna, aby przestał palić. Mam jednak pytanie swamiji - powiedziała. Dlaczego nie powiedziałeś tego od razu mojemu dziecku, ale dopiero za kilka dni. Dlatego, że wtedy jeszcze sam paliłem, i moja słowa nie przyniosłoby żadnego skutku - odpowiedział swami.
Jest to Trzecia Zasada Etyki Pedagogicznej wg. Janusza Humplewicza. Zasada ta jest Zasadą Przykładu, czyli nauczyciel/wychowawca nie może byc tylko oczytany i mądry, ale musi swoją wiedzę przedstawiac w życiu codziennym, musi się z nią odnosic do rzeczywistości i byc przykładem do naśladowania treści które sam głosi.
Dla przykładu podam katolickich księży, nauczali że trzeba byc skromnym i poczciwym, nie pic alkoholu i życ roztropnie, a sami tego nie praktykowali. Nosili bogate szaty, ozdobione w drogie kamienie szlachetne(były przypadki łamania się kręgosłupów pod ciężarem), jedli i pili nadmiernie. Rezultat m.in. reformacje. Dzisiaj apostazje.
Istnieje też kwestia nastawienia słuchacza. Bhaktividya Purna Maharaja przytoczył w związku z tym interesującą anegdotę. Kiedy na gruncie śastr, mówisz hinduskiemu grihaście, nawet milionerowi na temat iluzoryczności szczęścia wynikającego z życia rodzinnego i zadowalania zmysłów, to pokiwa on z pokorą głową i zgadzając się powie, "tak, to święta racja swamiji. Jestem tak upadły i przywiązany. Co mam więc zrobić swamiji?". Natomiast gdy to samo powiesz zachodniemu słuchaczowi, to w najlepszym przypadku potraktuje Twoje zachowanie jako nietaktowne, i jako oznakę braku wychowania, bo przecież w towarzystwie nie mówi się o nieprzyjemnych rzeczach, a tym bardziej o rzeczach, które stawiałyby w niekorzystnym świetle charakter, nawyki i przywiązania słuchacza. Maharaja wyjaśnił, że różnica w tych dwóch diametralnie różnych reakcjach leży w poziomie pobożności tych osób. Po prostu, przeciętny zachodni słuchacz nie jest zaopatrzony w odpowiednią ilość pobożnych samskar (subtelnych umysłowych wrażeń, pozostałości z poprzednich wcieleń, i religijnego życia), które posiada jego hinduski odpowiednik, i z tego powodu, nie jest w stanie docenić i przyjąć wartościowych rad odnośnie ostatecznego celu życia.


Jest to podobne do kwestii wegetarianizmu, mówię o skutkach jedzenia mięsa, to ludzi to często odbierają jako atak na swoją kulturę i na swoją osobę.
W tedy zaczynają bronic się na wszelkie sposoby, argumentują jedzenie mięsa niesprawdzonymi tezami, często mówią rzeczy o których nie mają pojęcia lub wymyślone ;)...
Przykład już był i go przetoczę:
Dlatego to co można w tym konkretnym przypadku zrobić, a co robię, to przynoszę im prasadam gdy ich odwiedzam od czasu do czasu.
Fragment jednej z rozmów z nimi.
- Ty to tak sobie możesz gadać. Nie masz tyle problemów co my.
- Skąd wiesz?
- Bo tak wygląda. Do pracy nie chodzisz, Żyjesz jakbyś niczym się nie przejmował.
- To żyj tak jak ja.
- A co to za życie
Mój śmiech :lol: .
Dokładnie tak, dlatego swoją działalnośc kieruję do rozdawania ulotek i materiałów które mogą zaiteresowac ludzi do samokształcenia się tym tematem, oraz do Trzeciej Zasady Etyki Pedagogicznej, czyli jestem wzorem. To rzeczywiście działa ;)...
Może ludzi nie rezygnują z mięsa w 100%, ale ograniczają je.
A każdy jeden posiłek mięsny zamieniony na roślinny to sprawienie kolejnych 9/15 posiłków roślinnych dla innych...
Inny problem- pomaganie innym. Czy naprawdę to powinno być najważniejsze? Ja tak nie uważam. Przede wszystkim trzeba umieć pomóc samemu sobie, a dopiero potem można zacząć pomagać innym. Pokażę to na przykładzie znajomej pani psycholog. Jest to osoba znerwicowana, rozwiedziona, a jej córka jest narkomanką. Winę za to moim zdaniem ponosi ta pani psycholog, bo jest osobą konfliktową, agresywną i apodyktyczną. Jednak ta pani pracuje w dużej przychodni i codziennie doradza wielu pacjentom. Ja też poradziłam się jej i byłam przerażona jej całkowitym brakiem zrozumienia i empatii. Ta psycholog wierzy, że pomaga innym, poświęca tej pracy całą swoją energię i czas, a tak naprawdę to przeważnie szkodzi swoim pacjentom. I tylko czasami dziwi się, dlaczego wśród jej pacjentów jest tyle przypadków załamań nerwowych i samobójstw.

Dlatego trzeba zacząć od siebie. Znaleźć dla siebie mocną podstawę moralną. Nie szukać jej we własnej działalności dla innych lub dla Ziemi, bo w ten sposób uzależniamy się od czegoś bardzo niepewnego i zawodnego. Uzależniamy się po prostu od skutków własnych działań.

Ja w pełni popieram Wegana w jego działalności. Ta działalność jest słuszna i dobra. Jednak ja różnię się od Wegana skalą wartości. U mnie na pierwszym miejscu jest Bóg i wszystkie moje działania wynikają z relacji z Bogiem. Wynika z tego właściwie to samo, co u Wegana: poszanowanie przyrody, wegetarianizm, dbałość o wszystkie żywe istoty. Jednak dodatkowo ja jestem naprawdę szczęśliwa, ponieważ moja satysfakcja nie zależy od wyników mojej pracy i działalności. Nie przejmuję się trudnościami ani sukcesami, bo wszystko odnoszę do mojej relacji z Bogiem. Bóg jest stałym elementem w ciągle zmieniającym się świecie. Bóg nie będzie mi zazdrościł, gniewał się na mnie i pouczał. Jest dla mnie niewyczerpanym źródłem miłości i wsparcia. Można powiedzieć, że jestem naiwna i oszukuję samą siebie. A czy tego samego nie można powiedzieć o Weganie i o innych agnostykach i ateistach? Skąd biorą pewność, że nie oszukują samych siebie?
Oczywiście się zgadzam że najpierw trzeba pomóc sobie, bo już ktoś to powiedział że jak chce się zmieniac świat na lepsze to trzeba zmienic siebie na lepsze. I tak samo jest tutaj, by pomagac innym trzeba najpierw pomóc sobie. To że pomagam innym na swój sposób, nie znaczy że zapominam o sobie. Człowiek z natury jest samolubny i myśli o sobie, nawet jak pomaga innym to robi z własnych korzyści. Np. po to by czóc się lepiej, miec satysfakcje, w nadziei że jak on będzie w potrzebie to i mu pomogą, lub że Bóg mu to wynagrodzi, i wiele innych. Tak samo jest też z wiarą w Boga, ludzi mają różne powody by w niego wierzyc, lęk przed karą, nie potrafą sobie samemu poradzic i w tedy tłumaczą to że "Bóg tak chciał i co bym nie zrobił i tak by tak wyszło jak jest" lub obwiniają o to Boga. Pomaga to ludziom pogodzenie się z dzisiejszym światem i daje nadzieje na przysłośc, to koi lęk przed śmiercią, bo po śmierci czeka mnie lepsze życie.
A co do panie (pseudo)psycholog, to powinna rzucic swoją pracę, bo ewidentnie się do niej nie nadaje. Po pierwsze nie potrafi zapanowac nad najmniejszą komórką społeczną jaką jest rodzina. Po drugie nie potrafi zapanowac nad sobą. Te powody przyczyniają się do trzeciego, czyli nie potrafi pomóc innym. Ma to zastosowanie w Trzeciej Zasadzie Etyki Pedagogicznej. Jak ta pani psycholog ma pomagac innym jak sama ma problemy. W jej przypadku jest to już wypalenie zawodowe. Takie wypalenie przynosi więcej szkód niż pożytku, które już zostały wymienione przez Arletę.
Nie uważam się że jestem od czegoś uzależniony, staram się o to by zachowac roślinnośc i naturalny stan rzeczy, lecz jestem człowiekiem, iststą z natury samolubną, więc i samolubnie postępuje. Np. nie wszystkie moje działania są proekologiczne, bo jestem samolubny. Kupuję książki i pisma, przecież to się przyczynia do wycinania lasów. Ale dla mnie wiedza i rozwój jest ważna i ją kłade na pierszym miejscu. Może miec to oczywiście też pozytywne skutki na przyrodę, bo mogę się kształcic z zakresu ochrony środowiska. W moim postępowaniu ważną rolę kładę na łączeniu potrzeb własnych(zdrowie, rozwój, itp.) socjalnych(tolerancja,państwo, itp.) oraz potrzeb ziemi(degradacja pól i lasów, emisja spalin, itp.). Czyli kupując książki, rozwijam się umysłowo(potrzeby własne), staję się bardziej wykształcony więc jako jakiś wzór i autorytet, przez co mogę zachęcac i przekonywac ludzi do dbałości o ziemię(potrzby planety) i napędzam tym też przemysł wydawniczy(ale nie zawsze bo czasem kupuje w antykwariatach), oraz mądry i wykształcony obywatel to może przynieśc duże kożyści dla państwa(potrzeby socjalne)
Nie zgodzę się z Tobą, Arleto, że ja nie jestem naprawdę sczęśliwy. Właśnie jestem szczęśliwy, bo szczęśliwym można byc jak się realizuje swoje cele. Dlatego trzeba miec niskie cele by osiągnąc stan szczęścia. Ja nie dążę do tego by miec wielką majętnośc, nie dążę do tego by miec najnowszy telefon, nie dążę do tego by miec dużo kobiet. Ograniczam swoje potrzeby i to czyni mnie szczęśliwym. Inni szukają szczęścia w materialnych rzeczach i to ich czyni szczęśliwymi do czasu gdy nie wyjdzie nowy model auta, lub gdy sąsiad nie kupi nowszego telewizora. Ja się cieszę z tego co mam. Jedyne do czego dążę to wiedza(dlatego też tu piszę by pogłębic swoją wiedzę teologi hinduskiej) i tym co mogę. Pewnie będziesz mnie chciała osądzaic że to nie ma sensu bo i tak wszystkiego nie będę wiedział. Oczywiście się z tym zgodzę, ale moim celem zdobywania wiedzy jest samo jej zdobywanie, anie poznanie jej całej. Nawet filozofowie o tym mówili, że filozof który już nie ma pytań nie jest filozofem. To samo się czyni do pomagania innym i troski o ziemie. Po co ja się staram skoro nic sam nie zmienie. Oczywiście nie zmienię teraz, ale kto wie czy po mnie nie przyjdą naśladowcy dla których byłem przykładem i nie zaczną szerzyc tego co ja dalej. Teraz jestem sam, po mnie przyjdzie innych pięciu, a po nich 50...Tak się rozwineło Chrześcijaństwo i Wasza działalnośc tez działa na tej samej zasadzie. Oraz innym motywem napędowym mojej ziałalności jest fakt wynikający z samolubnej natury, czyli sama działalnośc daje mi satysfokcje że ja osobiście nie powielam złych zwyczajów i nie przyczyniam się do tego nieszczęścia, jakim jest obojętnośc na potrzeby innych i Matki Ziemi...
Więc się nie przejmuję tym że moje działanie nie ma sensu i nie odnosi sukcesu, bo ważne jest dla mnie to że ja się do tego nie przyczyniam.
Nie uważam Cię też za naiwną, wierzysz w Boga i mnie to cieszy że masz jakiś cel w życiu. Ale my agnostycy też mamy często cele.
Nie można też powiedziec czy to teiści się oszukują, czy też ateiści, bo nie ma dowodu na istnienie Boga i nie ma dowodu na Jego nieistnienie.
My jesteśmy oskarżani o niewiarę, że się oszukujemy co do kwestii Boga i że nie mamy moralności...
Wy jesteście oskarżani o ślepą wiarę bez dowodów i że wierzycie bo tak jest łatwiej, bo jak się ma problemy to się wracacie do Boga...
Oczywiście jedne i drugie oskarżenia są przykre i powinno się ich wyzbyc i u jednych i u drugich...

Oczywiście mam nadzieje że nie uraziłem tym postem nikogo, bynajmniej nie to było moim celem, lecz moim spostrzeżeniem na pewne kwestie.
Wracając do tematu. Znalazłam takie powiedzenie pewnego ateisty: W ateizmie są dwie zasady: Po pierwsze- Boga nie ma. Po drugie- nienawidzę Go. Tak to często wygląda w praktyce. Zacietrzewienie niektórych ateistów przeciwko religii nie pasuje do ich deklaracji, że religia to tylko wymyślona bajka.
Tak jak są różne religie, tak i są różni ateiści. Ja nie wyznaję tych dwóch zasad...

Niestety tak jak Ciebie, boli mnie to co się dzieje w Europie. To jak jest traktowana przyroda, jaka jest rodzina i edukacja. Sam studiuję pedagogikę i mam rzetelny obraz szkoły. Nauczyciele są objęci cenzurą, nie mogą mówic często prawdy. W szkołach zanikł formalizm dydaktyczny, który polegał na doświadczeniu i poznaniu nauki, oraz uczył myślenia. Teraz jest materializm dydaktyczny, zwany też encykopedycznym, jak sama nazwa mówi polega on na przetwarzaniu i przekazywaniu jak największej wiedzy, bez doświadczenia, badań, obserwacji, wniosków. Mamy przekazywaną wiedzę teoretyczną, bez zdolności krytycznego myślenia. Czyli dla przykładu na lekcji o aborcji uczą nas definicji tego słowa, lecz nie ma dyskusji na czym polega, jakie są skutki i czy jest to moralne. W dalekosiężnym planie jest to by wychowac osoby mądre i wyszkolone które będą dobrymi "robotami", lecz pozbawione możliwości myślenia, bo jak człowiek myśli to może się buntowac. To samo jest w wychowaniu. Ludzie pracują, tracą czasz na zdobycie pieniędzy, lecz zapominają o rodzinie, o budowaniu z nią więzi. Jest ten problem o którym wspomniałaś...

Dobrze, już kończę. Odezwę się dopiero we ferie przez wspomniane powody na początku ;)...
Więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyc Wam wszystkim szczęśliwego nowego roku i dążeniu do własnego rozwoju w każdym aspekcie jaki uważacie za ważny, oraz spełnienia marzeń!!!

mirek

Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka

Post autor: mirek » 31 gru 2010, 10:34

Wegan89 pisze:Nie można też powiedziec czy to teiści się oszukują, czy też ateiści, bo nie ma dowodu na istnienie Boga i nie ma dowodu na Jego nieistnienie.
Odpowiem Ci więc na to z punktu widzenia teisty :) Chodzi w tym bardziej o to, że Bóg nam się nie narzuca.
Dowodu na to, że jesteśmy swoim ciałem nie ma, a jednak są ludzie, którzy ślepo w to wierzą.
Dziękuję za życzenia, a ja życzę Ci, żebyś Go długo nie szukał, jeśli kiedyś zechcesz Boga odnaleźć.
Mam nadzieję, że nie gniewasz się za takie życzenia i nie powiesz kiedyś: "A tak chciałem być ateistą, jednak przez tego drania odnalazłem Boga" :)

ODPOWIEDZ