Mat pisze:
No właśnie, bo z Twojego zdania wynikało, że 'gdyby łatwo było dostrzec Krysznę, to każdy kto go dostrzeże byłby jego bhaktą", i stąd moja uwaga.
Jeśli założymy, że bhaktą jest tylko ta osoba, która świadomie, dobrowolnie, bez jakichś ukrytych motywacji lub też mając takie mniej lub bardziej egoistyczne motywacje, obiera Boga jako obiekt swojego uczucia, podporządkowuje się MU, podejmuje służbę dla Niego zgodnie z Jego wolą, tak jak On sobie tego życzy, to wtedy tak, masz rację.
Ale Pan Chaitanya powiedział, że nawet jeśli ktoś raz wypowie Moje Imię, tego należy uważać za Mojego bhaktę. Jak więc widać, Kryszna nieco inaczej na to patrzy. Ktoś kto raz wypowie Jego imię, staje się w Jego oczach Jego bhaktą, choć w naszych takim być nie musi. Taka dusza rozpoczęła właśnie drogę powrotną do domu, choć może jeszcze nie być tego świadoma.
Wielu ludzi nie wierzy w Boga. Twierdzą, że nikt Go nie widział więc nie ma dowodu, że ktoś taki istnieje. Gdyby dane im było ujrzeć Paramatmę w ich sercach, wielu zmieniło by zdanie. Byłby to dla wielu z nich dowód na to, że Wedy mówią prawdę. Rzeczywiście jest ktoś taki w moim sercu. A skoro tu Wedy się nie mylą to być może i w innych kwestiach również. A mianowicie w tym, że Paramatma jest tylko zlokalizowanym aspektem Boga, że jest jeszcze Jej źródło, czyli Kryszna.
To miałem na myśli pisząc, że zobaczenie Boga zamieniło by każdego w bhaktę. Może nie od razu i automatycznie, ale z pewnością dla wielu byłby to spory bodziec.
Sam widok Pana Chaitanyi zmiękczał serca wielu osobom. Zamieniał w Swoich bhaktów sanyasinów mayavadi, materialistów, grzeszników, a nawet zwierzęta, które tańczyły w kirtanie gdy On wędrował przez dżunglę.
Spotkanie z Osobą Boga nigdy nie idzie na marne. To przyniesie efekt. Nawet jeśli to spotkanie oznaczać będzie czyjaś śmierć. Zabici przez Krysznę osiągają mukti.
Pozostaje jednak jeszcze nasza wolna wola. Decyzje jakie się podejmuje. Stąd ten powrót do Boga może zabrać dla każdego z nas różny okres czasu.