Arkadiusz pisze:"Uprzejmie prosimy również o uwzględnienie w wystąpieniu m.in. informacji czy reprezentowany przez Państwa Kościół lub Związek Wyznaniowy stoi na stanowisku pacyfizmu czy też usprawiedliwia prowadzenie tzw. wojen słusznych."
Proszę o wypracowania na poziomie, ćwiczmy się, by było komu występować na takich konferencjach, bo wszyscy mądrzy a jak przyjdzie do reprezentowania to "najmądrzejsi" umywają rece. Nie zróbcie nam wstydu. Pełni życzliwości do siebie nawzajem spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie.
Ha, widać że temat zaproponowany przez Arka zaskoczył nas dość mocno, a temat wydaje się (przynajmniej mnie) bardzo ciekawy i intrygujący.
Mówi się, że nie ma niczego w świecie materialnym, co nie istniałoby jako pierwowzór w świecie duchowym, a więc także i wojny. W każdym razie wojna (bitwa) na polu Kuru Kszetra była duchowa, chociaż odbywała się na Ziemi, bo uczestniczył w niej Kryszna.
Co było jej przyczyną i czy była to wojna „słuszna”? Hmm….. każda sytuacja, w której występuje Kryszna nie może podlegać ocenom tego typu, jak i każda inna Jego rozrywka. Przyczyną były oczywiście nieuczciwe i podstępne pragnienia i działania Kaurawów, ale współcześni pacyfiści powiedzieliby Pandawom:
„To nie trzeba było wdawać się hazard, wówczas nie byłoby
powodu do wojny. To wy sami jesteście winni swej sytuacji.
Powinniście uznać swoją przegraną, nawet jeśli macie poszlaki
nieuczciwej gry ze strony krewnych. Podejmijcie kroki dyplomatyczne
i np. podzielcie się królestwem z Kaurawami, zamiast rozprawiać się
z nimi militarnie. Przecież w bitwie zginie wielu niewinnych ludzi
tylko dlatego, że dwie części rodziny nie mogą się dogadać przy
>okrągłym stole<i>grubej kreski<. I nie mieszajcie
do tego Boga, bo to żenujące. Proroctwa mówią przecież, że zginie
w bitwie 960 milionów ludzi!”.
Tak może powiedzieć ktoś, kto nie ma pojęcia co to jest słuszna wojna. Jest ona taką tylko wówczas, jeśli taka jest wola Kryszny. Sam Ardżuna wątpił w jej sens i dopiero wyjaśnienie Kryszny przekonało go. Proszę zwrócić uwagę, że dzieje się to gdy na świecie istnieją jeszcze prawdziwi kszatrijowie, a nie bezmózgowi bandyci jak obecnie. Tamci mają moralne dylematy co do bitwy dynastycznej, w której trzeba zabijać krewnych. Kilkanaście wieków później historia Europy (ale nie tylko) pokazuje, że względy rodzinne nie stanowiły żadnej przeszkody w podejmowaniu wojen i bitew, a nawet wprost przeciwnie, były raczej znakomitą motywacją. Historia uczy nas, że „jak nie wiadomo z jakiej przyczyny toczy się wojna, to na pewno chodzi o pieniądze i władzę”. Obecnie toczą się wyłącznie takie wojny, więc wynika z tego, że żadna wojna nie może być usprawiedliwiona.
Na tle historii wielu państwa europejskich Polska stanowi chlubny wyjątek, bo nasza szlachta nie zaszlachtowała ani jednego króla, owszem jednego wypędziła ale nie poniósł innego szwanku oprócz wstydu.
No dobrze, a co z wojnami prowadzonymi dla opanowania świata przez takiego np. króla Prythu, czy Dhruvę i paru innych wymienionych w Bhagavata Puranie czy Mahabharacie. Przecież stawiali oni ultimatum innym władcom, aby się poddali, bo jak nie, to… ręka noga.
No i tu dochodzimy do kluczowego zagadnienia w naszym „temacie”. Wydaje się, że takim zagadnieniem jest to KTO WYPOWIADA WOJNĘ. Jeśli wojnę wypowiada (a często nawet nie wypowiada, tylko napada) bandyta, dla egoistycznych celów, to wojna jest niesłuszna, niesprawiedliwa i przestępna. Jeśli wojnę wypowiada Radża-Ryszi w celu ukarania bandytów, przywrócenia zasad moralno-religijnych itp. to wojna jest sprawiedliwa.
Ktoś tu na forum stwierdził, że jedyna słuszna wojna, to wojna z mają. Jeśli uznamy to za zgrabny aforyzm, to jest OK ale należy pamiętać, że w naszym świecie istnieje III zasada dynamiki, która mówi, że „każdej akcji towarzyszy reakcja równa co do wartości i kierunku lecz przeciwnie zwrócona”, a więc zapomnijmy o walczeniu z czymkolwiek, bo walka z mają napotka na jej opór. Należy raczej wyrobić w sobie smak do innych wartości niż maja, a wówczas pokusa na „klejnoty” maji zniknie, a pojawi się wyższy smak.
(Tutaj dokonajmy, niejako przy okazji, eksperymentu naukowego
[w umyśle, rzecz jasna] polegającego na oszacowaniu wpływu
bitwy na przeludnienie. W bitwie brali udział tylko kszatrijowie.
Dla uproszczenia obliczeń [no i z powodu oczywistego braku danych]
musimy przyjąć, że poszczególne frakcje społeczeństwa, czyli bramini,
kszatrijowie, wajśjowie i śudrowie były liczebnie równe. Była to
przecież Dwapara Juga, więc w odróżnieniu od Kali nie wszyscy byli
śudrami. Skoro brało udział 960 milionów MĘŻCZYZN jednej z frakcji,
[a prawie każdy miał co najmniej jedną żonę], to na Ziemi było
wówczas co najmniej 8 miliardów ludzi, a może i dużo więcej.
Jeżeli ktoś teraz trąbi o współczesnym przeludnieniu, to jest to
mocno naciągana propaganda. Oczywiście w tamtych czasach
nikt nie budował 16-pasmowych autostrad ani Hut Katowice
i innych tego typu wariactw, więc zapas ziemi dla ludzi był dużo
większy niż obecnie]. Całą współczesną ludzkość da się zaprosić
do jednego polskiego województwa i jeszcze zostanie dużo wolnego
miejsca, jak wykazałem to w innym eksperymencie gdzieś tu na forum.)
Pruski teoretyk wojny Carl von Clausevitz jest autorem idei, że „wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami”. Ta koncepcja była może dość wygodnym usprawiedliwieniem prowadzenia wojen napoleońskich ale dwie kolejne wojny światowe poprzez hekatomby ofiar i zniszczenia sprawiły, że pojawił się pogląd, iż żadna wojna nie jest dość usprawiedliwiona ani słuszna, i że wszystkie spory polityczne powinno się rozwiązywać sposobami dyplomatycznymi. Mimo to w różnych częściach naszego świata od dziesięcioleci trwają ogniska lokalnych wojen, a najróżniejsi „mędrcy” starają się odróżnić wojnę sprawiedliwą od niesprawiedliwej.