Bhaktivedanta College oferuje caly kurs na temat nauki i religii i zainteresowanym tematyka polecam zapisanie sie na ten kurs -- moj maz jest tam wykladowca.
Natomiast chcialam sie odniesc do posta Purnaprajni Prabhu i Alberta, bo glownie te odpowiedzi mnie zainteresowaly:
Myślę, że nacisk na powiązanie interesów z nauką akademicką jest szczególnie silny w pewnych dziedzinach wiedzy jak obecnie np: biotechnologii. Raczej koncerny nie będą manipulowały badaniami dr. Sobka nad jego wykładnią wiersza Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.
Tak, to prawda. Stad nie wszystkie dziedziny nauki, i nie wszystkie dziedziny nauki scislej sa sponsorowane przez concerny. Jak wspominalam, wiele grantow jest fundowana przez panstwo, prywatnych fundatorow, ktorzy czasem musza wydac pieniadze na cele charytatywne itd.. Nie zgodze sie ze wszystkich mozna wlozyc do tej samej kategorii. Fakt, ze istnieja przyklady multimilionowych korporacji kontrolujacych badania w pewnym kierunku. Po pierwsze nie jest to cos co zdarza sie w wiekszosci przypadkow, po drugie jesli oczekujemy dobrych produktow ktore ulatwia nam zycie, co tak naprawde jest w tym zlego?
Nie tylko nauka jest kontrolowana ('prostytutka' jak ktos wulgarnie tu okreslil) pieniedzy, ale takze i religia. Nawet i w Iskconie. Tylu bhaktow zeby sprzedac ksiazke, oszukuje ludzi co do zawartosci ksiazki lub nie mowi calej prawdy. Czy oznacza to ze caly Iskcon jest zly bo jakis procent bhaktow ma taka takryke zbierania dotacji czy sprzedarzy ksiazek? Podobnie, poniewaz wielu yoginow z Indii i Bangladeszu zarabia pieniadze na swoich 'mistycznych' mocach, czy oznacza to ze wszystkie religie indyjskie sa oszukancze?
Rozumiem ze wiekszosc osob nie ma mozliwosci czy czasu na zdobycie informacji na temat zrodla funduszy i celow nauki, i dlatego uzywanie takich mocnych, emocjonalnie grzmiacych slow na opisanie czegos, o czym wiemy tylko z czasopism i paru popularnonaukowych ksiazek jest niesprawiedliwe.
Naukowcy sa tylko ludzmi, ale wymaga sie od nich ogromnego rygoru jesli chodzi o precyzyjnosc stwierdzen naukowych, jasnosc wynikow, pilnowanie sie jesli chodzi o interpretacje/nadinterpretacje wynikow, co jest kontrolowane przez proces peer-review (polski odpowiednik??). Wie to kazdy kto kiedykolwiek probowal cos opublikowac w takim czasopismie naukowym -- przed publikacja artykul wysyla sie do kilku naukowcow z najlepszych instututow swiata. Wiele artykulow dzieki temu nie zostaje opublikowanych jesli jakosc badan jest niska, istnieja oczywiscie sytuacje 'polityczne', ale to zwykle mozna zglosic. Tak wiec, w porownaniu do innych grup jak biznes, multimedia itd, nauka jest stosunkowo dobrze kontrolowana wewnetrznie.
Potem zajmuje się samym pojęciem "tendencyjności". Termin "filtracja wiedzy" Sadaputy z Zakazanej Archeologii jest podobny. W obu chodzi o metodologię nauki: sposób gromadzenia materiału badawczego i wyciągania wniosków, a temperament badacza, jego poglądy, pragnienia (jak np. prestiżu), pozycja ekonomiczna, ideologie panujące wokół niego, naciski ze strony np. polityków, biznesmenów, itd..
Oczywiscie, zgadzam sie.
Jedni wielbiciele Boga angażują się w naukę w nadziei, że ta udowodni im to, co w pismach objawionych; drudzy wymagają od naukowców, że zrobią to właśnie, a jak nie robią to są bezbożni, czyli źli. Tylko jak to mają uczynić oba obozy? Badając raka? Zachwycając się nad złożonością systemów? Współczesna nauka nie ma narzędzi, by sięgnąć transcendencji. Należy zbudować od podstaw tj od przebudowy epistemologii, nową naukę. Ślęczenie nad mikroskopem lub badania ankietowe to przedłużenie dotychczasowej, nie przystającej do transcendencji teorii poznania.
Sadze ze wielbiciele Boga ktorzy tak bardzo pragna aby naukowcy udowodnili im istnienie Boga sami powinni cos zrobic w tym kierunku. Niczego bardziej nie znosze jak fotelowej krytykyki, nie popartej zadnym dzialaniem. Co jest na drodze miedzy otrzymaniem dyplomu i zaangazowaniu sie w badania, chocby nawet w BI? W tym roku na konferencji BAAS w Radhadesh zaprosilismy Rasaraja Prabhu z BI na wygloszenie seminarium/treningu na podobne tematy. Bhaktow akademickich szczerze zapraszam (prosze o kontakt ze mna).
Tak, wspolczesna nauka ma wiele narzedzi ale wiekszosc metodologii nie nadaje sie do badania transcendencji. Jednak osoby jak moj maz (teolog/filozof w zakresie nauki i religii), w kolaboracji z naukowcami, pracuja nad opracowaniem eksperymentow ktore naukowcy/socjolodzy/psycholodzy mogliby wykonac. Nawet ateistom spodobal sie projekt mojego meza i powiedzieli w swoim magazynie na jego temat 'tak, to ma sens!'. Sa wiec pewne rzeczy ktore juz teraz mozemy zrobic, nawet wykorzystujac narzedzia ktore mamy.
Poki co nauka sprawdza sie w ulzeniu ludziom w bolu, chorobach itd. Jest to jednak jeden aspekt nauki, a inny (tez znaczny) stanowia badania podstawowe, ktore sluza... a dlaczego musza czemus sluzyc? Dlaczego po prostu pewne galezie nauki nie moga istniec po to tylko aby poznawac, jak Albert powiedzial, zachwycac sie zlozonoscia swiata, systemow, organizmow, czastek, zdobywac wiedze o swiecie, nawet jesli materialnym. To dla wielu osob (w zaleznosci od natury!) lepsze niz angazowanie sie w biznes, sprzedaz, produkcje.
Ps. Ostrym krytykom nauki polecam ksiazke J Brooke'a "reconstructing nature" .
Ps Bolito: Mowie 'zurnal' bo w angielskim brzmi to 'journal' -- chodzi o czasopismo naukowe. Nie rozmawiam z nikim po polsku na codzien i zapominam slowa. Moj maz na szczescie zaczyna sie troche polskiego uczyc
