RAMAYANA pisze:... w każdym razie, czytam wymierzone w TŚK oskarżenia o "przymuszanie członków do żebractwa i kwestowania na rzecz grupy"[co mnie szokuje] lub co leży w kwestii wyznawców by "bezkrytycznie przyjmować wierzenia ,bo próby zrozumienia czy dociekania są już grzechem"
wydaje mi sie to absurdalne ;/ więc chciałabym się dowiedzieć...
Cześć
Byłem mnichem mieszkającym w świątyni Hare Kryszna w Warszawie przez 10 lat. Moim obowiązkiem jako mnicha, na co całkowicie dobrowolnie się zgodziłem, było szerzenie nauk Bhagavad-gity poprzez rozprowadzanie książek przetłumaczonych z sanskrytu przez założyciela Ruchu - A.C. Bhaktivedanty Swamiego Prabhupada.
Teraz żyję poza Świątynią, pracuję i mam żonę.
Tak jak powiedziałem już wcześniej, nikt mnie do niczego nie zmuszał, ani nie zauważyłem, aby ktokolwiek mieszkający w świątyni był do czegoś zmuszany. Faktem jest, że jeśli mieszkasz w świątyni, to obowiązują cię pewne reguły życia w niej, gdyż nie jest to miejsce dla każdego i nie jest to hotel.
Największym problemem ludzi, którzy chcą zamieszkać w Świątyni i nie raz decydują się na to jest to, że sami nie dojrzeli do takiej decyzji, ale tylko myślą, że tak jest. Dobrowolnie decydują się na takie życie zgodne z pewnymi regułami odpowiadającymi temu miejscu, a kiedy jest to dla nich za ciężkie i nie mogą temu sprostać, wtedy obwiniają za to cały świat. Ludzie o takiej mentalności, ciągle szukający przyczyn swoich problemów nie w sobie, ale na zewnątrz, nigdy nie zrobią żadnego duchowego postępu.
Poza tym treści przedstawiane w literaturze, którą czytasz mogą być bardzo tendencyjne. Podam Ci przykład. Osobiście skończyłem filozofię na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie (teraz: Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego) i dziennikarz, który przyszedł kiedyś do świątyni (niejako z przychylnym zamiarem) pytał się mnie dlaczego podjąłem decyzję praktykowania religii w ten sposób. Rozmowa była przyjemna, ale później ukazał się artykuł tegoż dziennikarza, tak sprytnie przez niego zmanipulowany, w którym wyszło na to, że moje studia na ATK były jedynie po to, by później pokonywać ich argumenty. Niestety była to kompletna bzdura, której wogóle nie powiedziałem, a poza tym rozpocząłem studia na ATK 5 lat przed poznaniem wielbicieli Kryszny, więc skąd w mojej głowie mógł powstać taki, domniemany niestety tylko w umyśle tegoż dziennikarza, pomysł.