Wizyta u Świadków Jehowy
: 10 cze 2011, 04:36
Jedna moja koleżanka jest jehowitką (strasznie zaangażowaną) i zaprosiła mnie do odwiedzenia ich sali zebrań. Nie bardzo chciałam, ale w końcu ciekawość zwyciężyła i się zgodziłam. Moje wrażenia po tej wizycie:
-absolutny brak jakichkolwiek wizerunków religijnych, nawet najmniejszych symboli.
- całe nabożeństwo koncentruje się na szkoleniu do pracy misyjnej, nie ma żadnych obrządków religijnych. Wierni są ćwiczeni w nawiązywaniu kontaktów z nieznajomymi, uczą się na pamięć (mechanicznie) prostych pytań i odpowiedzi. Jedyną formą kultu jest kazanie.
- silnie podkreślana jest własna odrębność i nietolerancja wobec innych religii (wszystko inne jest dziełem szatana).
-wszyscy bez wyjątku wierni są aktywnymi misjonarzami i prowadzą ścisłą dokumentację swojej aktywności.
Bardzo się zdziwiłam, że to bardzo mało atrakcyjne wyznanie (nie ma przecież żadnych form kultu religijnego), zdobyło tak dużą popularność w Polsce- jest trzecie pod względem liczebności po katolicyzmie i prawosławiu.
Może ich sukces polega na bardzo aktywnym misjonarstwie? Właściwie jedynym obowiązkiem wiernych w tej religii jest nawracanie innych. Oprócz tego mają bardzo silnie rozwinięte różne formy samopomocy (nawet system pożyczek) i bardzo dbają o własną opinię. Panuje ogólna życzliwość, otwarcie i ciągłe zainteresowanie- niekiedy wygląda to na sztuczne i naciągane. Każdy jest obserwowany i nadzorowany przez innych.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy zakończyłam tę wizytę. Wszystko tam przypominało mi szkolenie na przedstawicieli handlowych. Jedynym plusem jehowitów wydał mi się fakt, że bardzo interesują się sobą nawzajem. Każdy ma kogoś w rodzaju "kierownika", z którym się ciągle kontaktuje.
A w ISKCON-ie z tym bywa różnie, np. na początku się mną interesowano, ale potem faktycznie zostałam sama, nie wiedziałam co robić i do kogo się zwrócić, miałam wrażenie, że bhaktowie koncentrują się głównie na sobie, np. unikali rozmowy z nowicjuszami, żeby (jak przypuszczam) uniknąć "materialistycznego skażenia". Żeby z kimś porozmawiać, musiałam go specjalnie zaczepić i "na siłę" podtrzymywać rozmowę. To było bardzo "dołujące" i gdyby nie piękne formy kultu i medytacji oraz wspaniała filozofia- to szybko zakończyłabym rozwijanie świadomości Kryszny.
Czyli chyba można się czegoś pożytecznego nauczyć od jehowitów- to znaczy większej otwartości, serdeczności i zainteresowania dla innych które, nawet jeśli są tylko udawane, przecież mają znaczenie decydujące.
-absolutny brak jakichkolwiek wizerunków religijnych, nawet najmniejszych symboli.
- całe nabożeństwo koncentruje się na szkoleniu do pracy misyjnej, nie ma żadnych obrządków religijnych. Wierni są ćwiczeni w nawiązywaniu kontaktów z nieznajomymi, uczą się na pamięć (mechanicznie) prostych pytań i odpowiedzi. Jedyną formą kultu jest kazanie.
- silnie podkreślana jest własna odrębność i nietolerancja wobec innych religii (wszystko inne jest dziełem szatana).
-wszyscy bez wyjątku wierni są aktywnymi misjonarzami i prowadzą ścisłą dokumentację swojej aktywności.
Bardzo się zdziwiłam, że to bardzo mało atrakcyjne wyznanie (nie ma przecież żadnych form kultu religijnego), zdobyło tak dużą popularność w Polsce- jest trzecie pod względem liczebności po katolicyzmie i prawosławiu.
Może ich sukces polega na bardzo aktywnym misjonarstwie? Właściwie jedynym obowiązkiem wiernych w tej religii jest nawracanie innych. Oprócz tego mają bardzo silnie rozwinięte różne formy samopomocy (nawet system pożyczek) i bardzo dbają o własną opinię. Panuje ogólna życzliwość, otwarcie i ciągłe zainteresowanie- niekiedy wygląda to na sztuczne i naciągane. Każdy jest obserwowany i nadzorowany przez innych.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy zakończyłam tę wizytę. Wszystko tam przypominało mi szkolenie na przedstawicieli handlowych. Jedynym plusem jehowitów wydał mi się fakt, że bardzo interesują się sobą nawzajem. Każdy ma kogoś w rodzaju "kierownika", z którym się ciągle kontaktuje.
A w ISKCON-ie z tym bywa różnie, np. na początku się mną interesowano, ale potem faktycznie zostałam sama, nie wiedziałam co robić i do kogo się zwrócić, miałam wrażenie, że bhaktowie koncentrują się głównie na sobie, np. unikali rozmowy z nowicjuszami, żeby (jak przypuszczam) uniknąć "materialistycznego skażenia". Żeby z kimś porozmawiać, musiałam go specjalnie zaczepić i "na siłę" podtrzymywać rozmowę. To było bardzo "dołujące" i gdyby nie piękne formy kultu i medytacji oraz wspaniała filozofia- to szybko zakończyłabym rozwijanie świadomości Kryszny.
Czyli chyba można się czegoś pożytecznego nauczyć od jehowitów- to znaczy większej otwartości, serdeczności i zainteresowania dla innych które, nawet jeśli są tylko udawane, przecież mają znaczenie decydujące.