Jak przeczytałem to co w Wikipedii, to odnosiłem wrażenie, podobieństwo do gwiazd muzyki pop, które skupione na sobie szokują aby być w centrum uwagi. Z pewnoscią ktoś taki mógł zrobić coś pozytywnego w ten sposób. Dawniej na dworach królewskich zawsze był ktoś taki jak błazen. To była osoba, której jedynej można było drwić bezkarnie nawet z króla, jednak błazen zasze był sługą króla. Ale poprzez swoje niby żarty pozwalał często królowi wiele zrozumieć w lepszym swietle, (nasz stańczyk).
Dzisiaj nie ma w świecie królów, rządzi demokracja, więc i stańczyk musi być osobą oddziaływującą na masy, aby je pobudzić do myślenia, aby chciały go słuchać itp. Z tego co wyczytałem na Wikipedii, to manipulował on wersetami, nie znając całości wed lub przynajmniej nie prezentując prawdziwej wiedzy. Skoro był dowcipny to napewno dobrze się go czyta, ale jeśli ktoś nie jest zbyt filozoficzny to wciągnie się w jego grę słów.
Nie dziwię się, że deportowano go ze USA i mial zakaz wstępu do ponad 20 innych państw, bo taki rodzaj nauczania, ktory niepokoi innych, w dodatku dając filozofię braku filozofii, traktując samo słowo filozofia jako izm - co jest równoznaczne z poglądem, ze nie mozna niczego poznać - takie poglady wzbudziłyby chaos na świecie gdyby były powszechne, nie byłoby rządów, tylko prawo pięści.
Pojedyńcze frazy mogą być sluszne, zgodne z tradycją, jak piszesz, jednak sporo w nim sprzeczności, a ponieważ odrzucił filozofię, jest to pogląd w rodzaju róbta co chceta na każdym poziomie swiadomości. W takim układzie ten, kto ma więcej zwolenników, przyjaciól, ma niejako swoich ministrów, ochronę, wojsko, a ci ktorzy nie mają tego też mogą robić co chcą ale nie będą mieli ochrony czyli mini rządu, policji, administracji. Jest to więc błędna filozofia. Czasami trzeba coś zburzyć, żeby zbudować od nowa, tak w tym celu pojawił się Budda, ale to, że maszyna działa wadliwie, nie znaczy, że wcześniej dzialała źle. Trzeba ją czasami rozebrać, naprawić by potem złożyć. Rozebrać i nie robić z tym nic, nie wznosi.
Ciekawy był żart, jak po latach powiedział, że nie jest Bhagavanem - dość żartu. Co na ten żart jego zwolennicy? Dobre:)
Pokazał, że można służyć Bogu i mamonie. To bardzo atrakcyjna forma religii. Mimo, ze te dwa smaki się wykluczają, to zawsze się znajdą tacy, którzy tego nie wiedzą, bo nigdy nie doświadczyli. Dzięki temu podejmą jakąś religijność, bo tendencja jest obecnie taka na świecie, że jak ktoś nie potrafi być świętym to daruje sobie to życie na postęp i używa go dla wrażeń zmysłowych. Szczególnie na Zachodzie. Tutaj mamy dodaną religijność, która to akceptuje jako rzecz będącą w porządku. Każdy myślacy człowiek, nawet ateista wie, że ciało jest jak maszyna, a ponieważ ateista nie rozumie duszy, nie widzi innego sensu jak używać zmysłow, ponieważ nic innego nie ma jak twierdzi. Od każdego można się czegoś nauczyć ale nie jest to prawdziwa religia. Nie wyzwoli a może wręcz zaszkodzić. To tylko tyle co z Wikipedii wyczytałem.