Dobre podsumowanie. Mam tylko jedno "ale". "Prawidłowa" ocena nie musi oznaczać "zgodna z naszym punktem widzenia". Chyba, że prawidłowa wg nas. Bo dla niej jest to prawidłowe - skoro "sekciarz" nie nawraca się po wytknięciu mu błędów (patrz brednie s. Michaeli ), to można tylko "złożyć świadectwo i oczekiwać, że Bóg do niego przemówi.Arleta pisze:[Widzimy to na przykładzie Hotori. Napisałam jej, dlaczego uważam, że chrześcijaństwo myli się w wielu kwestiach. Odpowiedziała na to deklaracją wiary w Jezusa. Hotori na swoim obecnym poziomie rozwoju duchowego po prostu nie jest zdolna do prawidłowej oceny swojej religii i dyskusję zastępuje albo wyznaniami swojej wiary, albo paszkwilami.
[...]
Dlatego ja robię to, co jest słuszne i nie zwracam uwagi na opinie takich ludzi. Czego i Tobie, drogi Bolito, życzę
Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Nie jedz na czczo (grafitti)
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Osądzanie innych chyba lepiej jest zostawić Krysznie.
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Oczywiście, że jest to ocena prawidłowa według nas. A dlaczego nasza ocena jest prawidłowa, a siostry Michaeli nie jest? Bo wystarczy tylko popatrzeć na rezultaty tego systemu wartości, które głosi siostra Michaela. Ja już o tym pisałam poprzednio.Bolito pisze:"Prawidłowa" ocena nie musi oznaczać "zgodna z naszym punktem widzenia". Chyba, że prawidłowa wg nas. Bo dla niej jest to prawidłowe - skoro "sekciarz" nie nawraca się po wytknięciu mu błędów (patrz brednie s. Michaeli ), to można tylko "złożyć świadectwo i oczekiwać, że Bóg do niego przemówi.
Podobnych argumentów można jeszcze wymienić setki. Nie można mówić, że "prawidłowy" jest system, który stworzył inkwizycję, który wytępił wszystkie inne religie wszędzie tam gdzie zdobył władzę. I który wytępiłby natychmiast wszystkich innowierców, gdyby tylko miał możliwość zrobienia tego. Taki system po prostu nie ma żadnego moralnego prawa do krytykowania i pouczania innych religii. O ile dobrze pamiętam to w Biblii powiedziano: "Po ich owocach ich rozpoznacie"- i taką zasadę najlepiej stosować przy ocenie jakiejś religii.Arleta pisze:Hotori słusznie pisze o znaczeniu miłości, która jest ważnym wspólnym elementem chrześcijaństwa i waisznawizmu. Można tylko dyskutować, w jaki sposób jest ta zasada miłości stosowana w praktyce w obu tych wiarach. Jak kochać innych ludzi i inne żywe istoty? Jak kochać samego siebie i Boga? Tu otwiera się szerokie pole do rozważań.
W chrześcijaństwie miłość jest w dużej mierze czysto teoretyczna (przepraszam wszystkich chrześcijan, ale taka jest moja opinia). Ta miłość nie dotyczy zwierząt, roślin i innych istot żywych. Człowiek ma prawo zabijać masowo zwierzęta w rzeźniach (chociaż nie ma takiej konieczności) i przysparzać im niewyobrażalnych cierpień hodując je jak żywe mięso. Człowiek ma prawo niszczyć przyrodę dla swojej egoistycznej korzyści.
Chrześcijanie nie są uczeni, jak kochać samych siebie, co w sobie cenić i szanować. Raczej wychowuje się ich w ciągłym poczuciu winy i niedoskonałości. Nie wiedzą, że są integralną częścią samego Boga. Uważają się za oddzielny, grzeszny byt, w dodatku karany przez Boga za jakieś winy swoich dalekich przodków, co zwiększa uczucie pretensji i zawiści wobec Boga i może tłumaczyć fakt, dlaczego skrajny ateizm jest najbardziej popularny właśnie w cywilizacji chrześcijańskiej.
Chrześcijanie nie wiedzą też, jak kochać swoich bliźnich. Uważają, że dla ich dobra można ich prześladować, narzucać im swoje religijne poglądy, a nawet zabijać dla "zbawienia ich duszy". Są to bardzo tragiczne fakty, które pokazują, jak niedoskonale jest w chrześcijaństwie rozumiana miłość bliźniego.
Najbardziej cenię w chrześcijaństwie miłość do Boga. Jest to najpiękniejszy element tej religii, który wyróżnia ją zdecydowanie na plus w porównaniu np. do islamu i judaizmu. Jednak tu znowu pojawia się problem: jakiego Boga mają kochać chrześcijanie? Czy starotestamentowego Boga-Ojca, czy Jezusa, czy Ducha Świętego? Najbardziej do obdarzania miłością "nadaje się" Jezus, który jest konkretną postacią o ludzkich cechach. Co z pozostałymi Osobami Trójcy? Który chrześcijanin tak naprawdę kocha Ducha Świętego? Są to nierozwiązywalne dylematy, które osłabiają uczucie miłości do Boga.
Do tego jeszcze dochodzi problem "Co to jest miłość?" Jaki sens ma przykazanie: "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego?" A co w przypadku, gdy, jak większość ludzi, nie potrafimy kochać samych siebie? Skąd mamy wiedzieć, co jest prawdziwym dobrem dla naszych bliźnich? Na te pytania chrześcijaństwo nie daje zadowalającej odpowiedzi. Widać ten problem na przykładzie chrześcijańskiej działalności charytatywnej. Dawanie jałmużny profesjonalnym żebrakom, którzy wcale nie są biedni, rozwijanie opieki społecznej, która prowadzi do powstania grupy "zawodowych" odbiorców tej opieki, a często omija prawdziwych potrzebujących.
Wreszcie na pozór piękne hasło "równości wszystkich ludzi", które chrześcijaństwo głosiło od samego początku, ale którego tak naprawdę nigdy nie miało zamiaru wprowadzać w życie. Dowodem na to jest istnienie niewolnictwa, czyli najstraszliwszej formy zniewolenia człowieka, w państwach chrześcijańskich od starożytności aż do drugiej połowy XIX wieku (np. w USA).
Najważniejszy jest człowiek, a nie idea.
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Nie zgadzam się z tym. Po to sam Najwyższy Pan dał nam wyraźne wskazówki, którymi mamy się kierować w naszym życiu. Jeżeli nie wiemy, jak odróżnić dobro od zła, to skąd mamy wiedzieć jak żyć? Trzeba mieć własną opinię, opartą na opiniach autorytetów, aby wiedzieć czego unikać. Jeżeli kierujesz się autoryzowanym systemem etycznym, potwierdzonym w praktyce, to na pewno nie popełnisz błędu w ocenianiu innych.Waldemar pisze:Osądzanie innych chyba lepiej jest zostawić Krysznie.
Najważniejszy jest człowiek, a nie idea.
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Już kiedyś o coś podobnego pytałem i teraz powtórzę tak do przemyślenia.Arleta pisze: Podobnych argumentów można jeszcze wymienić setki. Nie można mówić, że "prawidłowy" jest system, który stworzył inkwizycję, który wytępił wszystkie inne religie wszędzie tam gdzie zdobył władzę. I który wytępiłby natychmiast wszystkich innowierców, gdyby tylko miał możliwość zrobienia tego. Taki system po prostu nie ma żadnego moralnego prawa do krytykowania i pouczania innych religii. O ile dobrze pamiętam to w Biblii powiedziano: "Po ich owocach ich rozpoznacie"- i taką zasadę najlepiej stosować przy ocenie jakiejś religii.
W tej chwili nasz ruch jest w zdecydowanej mniejszości, ale wyobraźmy sobie, że za jakiś czas zdobywa wpływy. Jego przedstawiciele zaczną doradzać rządzącym. Kierując się ich instrukcjami kszatrijowie zaczynają wprowadzać nowe prawo. Zaczyna obowiązywać zakaż picia alkoholu, hazardu, jedzenia mięsa i inne. Ewentualny opór ze strony społeczeństwa tłumi się perswazją albo też siłą. Visznuizm stopniowo wypiera inne religie i staje się wiodącym na świecie. Ma wpływ na każdą dziedzinę ludzkiej aktywności. Zostaje wprowadzony do szkół jako przedmiot obowiązkowy. Alternatywy nie ma bo przecież po co? Visznuizm jest wszak najlepszą z religii więc po co inne? Aby utrzymać społeczeństwo na właściwej drodze trzeba je jakoś kontrolować. Rozrasta się więc aparat władzy i system kontroli. Wszędzie montuje się kamery i sprawdza czy ktoś aby nie łamie zasad, bo to sprowadziłoby zakłócenia. Łamiących prawo karze się szybko i bezwzględnie. .
I oto pojawia się jakiś nowy religijny ruch, który będzie głosił poglądy odbiegające od naszych. Zacznie organizować spotkania, nauczać, domagać się swoich praw. Ich działalność zacznie niepokoić rządzących..
Co wtedy zrobią kszatrijowie? Jakie instrukcje dostaną od bramińskich doradców? Czy aby nie poszłyby w ruch miecze i nie pospadały się głowy? W jaki sposób rządzący zmusili by "nowych" do zrezygnowania ze swoich działań i wejścia na prawidłową ścieżkę?
Chrześcijanie na początku też byli potulni jak baranki. Rogi urosły im później gdy zyskali poparcie władzy.
Ciekawi mnie co wtedy by zrobili rządzący i ich doradcy, którzy zdążyli by obróść w piórka.? Czy nie "zapłonęłyby stosy"? Natura ludzka jest przewrotna. Władza deprawuje. W imię jedynej słusznej drogi dopuszczano się w przeszłości najgorszych czynów i dlaczego by historia nie miała się powtórzyć?
- Purnaprajna
- Posty: 2267
- Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
- Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
- Kontakt:
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Wydaje mi się, że maharajowie podbijający inne kraje nie zmieniali istniejącego tam prawa. Nawet Brytyjczycy nie zrobili tego w Indiach. Wszystko musi być dostosowane do czasu, miejsca i okoliczności. To samo dotyczy prawa i kary w takich sytuacjach. Potwierdza to Manu-samhita (7.16) mówiąc, że wprowadzenie w życie prawa powinno być oparte na dogłębnej ocenie i rozważeniu okoliczności, czasu i miejsca oraz mocy (wpływu) i wiedzy danej grupy osób. Dlatego to, o czym mówisz nie miałoby miejsca w społeczeństwie rządzonym przez dharmicznych kszatriów i doradzającym im kwalifikowanych braminów.Mathura pisze: Kierując się ich instrukcjami kszatrijowie zaczynają wprowadzać nowe prawo. Zaczyna obowiązywać zakaż picia alkoholu, hazardu, jedzenia mięsa i inne.
Najpierw cały wysiłek skoncentrowałby się na duchowej i kulturowej edukacji społeczeństwa. Wraz ze wzrostem świadomości, następowałaby naturalna akceptacja wyższych norm moralnych. Wtedy stopniowo można byłoby myśleć o wprowadzaniu poprawek do już istniejącej litery prawa. Tak dzieje się także i dzisiaj, niestety na ogół w odwrotną, degradacyjną stronę, preferująca legalizację czynów przestępców w przebraniach wpływowych i publicznie szanowanych osób i różnego rodzaju dewiacje. Dlatego Śrimad Bhagawatam gdzieś mówi, że wraz z degradacją Kali-jugi, w pewnym momencie, akceptowaną normą społecznego zachowania (a więc czynem legalnym) będzie jedzenie własnych dzieci. Na znaczący wzrost wpływów kultury i duchowości wedyjskiej w Kali-judze pozostało jeszcze ok. 9500 lat. W porównaniu z tym, co potem, w imię "prawa" będzie się działo, działania inkwizycji to radosny Disneyland.
Prasadam blog mojej żony Vairagya-laksmi dd: http://www.purevege.com/
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Zgadzam się całkowicie z Purnaprajną. Nie mamy żadnych podstaw do przypuszczenia, że waisznawizm też stworzyłby inkwizycję, palił na stosach "heretyków", żydów i czarownice oraz zakazał wyznawania wszystkich innych religii. Nie ma do tego żadnych przesłanek w teologii waisznawickiej.
Przecież waisznawizm nigdy nie głosił, jak chrześcijaństwo, własnej absolutnej wyłączności na wiarę. Nie mówił, że wszyscy inni bogowie są demonami a ich czciciele spłoną w ogniu piekielnym. To jest podstawowa różnica.
A poza tym to nieprawda, że władza demoralizuje każdą religię. Przykładem jest buddyzm, który toleruje wszystkie inne religie pod swoją władzą. Również islam głosi tolerancję dla żydów i chrześcijan pod swoją władzą (i był taki aż do czasów współczesnych). Wszystko zależy od zasad wiary i moralności. Jeżeli ktoś mówi, że inkwizycja "miała w zasadzie rację" bo przeznaczała "heretyków" na tortury i na śmierć- to coś nie jest w porządku z taką wiarą.
Przecież waisznawizm nigdy nie głosił, jak chrześcijaństwo, własnej absolutnej wyłączności na wiarę. Nie mówił, że wszyscy inni bogowie są demonami a ich czciciele spłoną w ogniu piekielnym. To jest podstawowa różnica.
A poza tym to nieprawda, że władza demoralizuje każdą religię. Przykładem jest buddyzm, który toleruje wszystkie inne religie pod swoją władzą. Również islam głosi tolerancję dla żydów i chrześcijan pod swoją władzą (i był taki aż do czasów współczesnych). Wszystko zależy od zasad wiary i moralności. Jeżeli ktoś mówi, że inkwizycja "miała w zasadzie rację" bo przeznaczała "heretyków" na tortury i na śmierć- to coś nie jest w porządku z taką wiarą.
Najważniejszy jest człowiek, a nie idea.
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Wielki bhakta Pana Maharaj Parikszit osobiście zamierzał uciąć głowę Kali gdy zobaczył jak ten torturował krowę. Wszystko zgodnie z zasadami dharmy. 
"Wydaje mi się, że maharajowie podbijający inne kraje nie zmieniali istniejącego tam prawa."
Czy podbijanie innych nie kojarzy się z agresją. Nieważne czy kierują nią względy polityczne czy religijne. To agresja, której celem jest ostatecznie zaprowadzenie własnych rządów. Czy to jest tolerancja dla poglądów innych? To, ze od razu po podbiciu danego kraju nie zmienia się istniejącego tam prawa jest tylko zabiegiem dyplomatycznym. Najpierw jednak była agresja, najazd, pokonanie armii, zajęcie terenu, obalenie rządu, albo też odebranie mu faktycznej władzy. Rzymianie czynili podobnie. Po zajęciu jakiegoś kraju nie zmieniali niczego gwałtownie, pozwalali podbitym żyć według swojej wiary i zwyczajów. Ale jednak gdy tylko złamałeś prawo rzymskie kończyłeś marnie. W razie potrzeby wkraczała armia i rozpoczynała się rzeź.
"...Najpierw cały wysiłek skoncentrowałby się na duchowej i kulturowej edukacji społeczeństwa...."
Udział w tej edukacji byłby dobrowolny czy przymusowy?
Chrześcijanie pewnie mieli też dobre intencje. Ich religia to przecież religia miłości, tolerancji, przebaczania, pokory, itp. Co z tego w praktyce wyszło?
Mam nadzieję, że nie myślicie, iż ja jestem przeciwko temu aby Waisznawizm był wiodącą religią. Jestem jak najbardziej za.
Tak sobie jednak czasami myślę co by to było gdyby. Życie nie raz pokazało, że teoria to jedno a praktyka drugie. Jakoś przecież ten Kali zawładnął światem, mimo iż szadzili nim święci królowie.
"Wydaje mi się, że maharajowie podbijający inne kraje nie zmieniali istniejącego tam prawa."
Czy podbijanie innych nie kojarzy się z agresją. Nieważne czy kierują nią względy polityczne czy religijne. To agresja, której celem jest ostatecznie zaprowadzenie własnych rządów. Czy to jest tolerancja dla poglądów innych? To, ze od razu po podbiciu danego kraju nie zmienia się istniejącego tam prawa jest tylko zabiegiem dyplomatycznym. Najpierw jednak była agresja, najazd, pokonanie armii, zajęcie terenu, obalenie rządu, albo też odebranie mu faktycznej władzy. Rzymianie czynili podobnie. Po zajęciu jakiegoś kraju nie zmieniali niczego gwałtownie, pozwalali podbitym żyć według swojej wiary i zwyczajów. Ale jednak gdy tylko złamałeś prawo rzymskie kończyłeś marnie. W razie potrzeby wkraczała armia i rozpoczynała się rzeź.
"...Najpierw cały wysiłek skoncentrowałby się na duchowej i kulturowej edukacji społeczeństwa...."
Udział w tej edukacji byłby dobrowolny czy przymusowy?
Chrześcijanie pewnie mieli też dobre intencje. Ich religia to przecież religia miłości, tolerancji, przebaczania, pokory, itp. Co z tego w praktyce wyszło?
Mam nadzieję, że nie myślicie, iż ja jestem przeciwko temu aby Waisznawizm był wiodącą religią. Jestem jak najbardziej za.
Tak sobie jednak czasami myślę co by to było gdyby. Życie nie raz pokazało, że teoria to jedno a praktyka drugie. Jakoś przecież ten Kali zawładnął światem, mimo iż szadzili nim święci królowie.
- Purnaprajna
- Posty: 2267
- Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
- Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
- Kontakt:
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
To jest bardzo ważny punkt. Aby do tego nie doszło, obok religii i opartej na niej kultury musi istnieć spójna i pozbawiona sprzeczności filozofia. Kiedy podłożem interakcji społecznej są te dwa mocne aspekty kultury i filozofii, to wprowadzenie odpowiednich "antykorupcyjnych" organów kontroli, sprawujących nadzór nad prawidłowym wywiązywaniem się ze swoich obowiązków różnych ludzi, nie jest już trudne. Manu-samhita w szczegółach opisuje ten "antykorupcyjny" system, gdzie każdy organ kontroli ma swój organ go kontrolujący. A na dodatek jest jeszcze cała siatka wywiadowcza, która informuje głowę państwa, czy kontroler kontrolera nie jest skorumpowany.Arleta pisze:A poza tym to nieprawda, że władza demoralizuje każdą religię.
Oczywiście nacisk kładziony jest przede wszystkim na cechy charakteru osoby zarządzającej, bo bez tego, to każdy system społeczny będzie się stopniowo demoralizował, niezależnie od ilości kontrolerów i szpiegów. A bez filozofii i ścisłego określenia zasad dharmy nie jest możliwe rozwinięcie cnót charakteru, bo wszystko staje się względne, gdyż jest ocenianie przez 3 gunowe preferencje naszego materialnego umysłu.
Prasadam blog mojej żony Vairagya-laksmi dd: http://www.purevege.com/
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
- Purnaprajna
- Posty: 2267
- Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
- Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
- Kontakt:
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
To są rozrywki na bazie rycerskiej rasy Kszatriów, bo to leży w ich naturze i tego typu działanie jest zgodne z ich dharmą. Agresja sama w sobie nie jest przeciwna boskim zasadom, stworzonej przez Krysznę dharmy. Kwestią jest więc nie to, aby za wszelką cenę jej unikać, ale aby zaangażować tą agresywną, dumną rycerską naturę w dharmę/służbę oddania dla wyższej instancji. Za to czeka po śmierci nagroda.Mathura pisze:Czy podbijanie innych nie kojarzy się z agresją. Nieważne czy kierują nią względy polityczne czy religijne. To agresja, której celem jest ostatecznie zaprowadzenie własnych rządów. Czy to jest tolerancja dla poglądów innych? To, ze od razu po podbiciu danego kraju nie zmienia się istniejącego tam prawa jest tylko zabiegiem dyplomatycznym. Najpierw jednak była agresja, najazd, pokonanie armii, zajęcie terenu, obalenie rządu, albo też odebranie mu faktycznej władzy.
Ta tzw. "agresja" o której mówisz, w żaden sposób nie miała wpływu na mieszkańców danego terytorium. Dwaj, czy więcej kszatriów wraz z ich armiami kszatriów spotkało się w polu, gdzie powalczyli, a potem rozchodzili się w przyjaźni do domów, a ci, co szczęśliwsi do nieba (na svarga-lokę). Nikt nie palił wsi, rabował zagród, gwałcił kobiet, czy zrzucał bomby atomowej na osiedlowy sklep z owocami. Nie było wtedy internetu i telewizji, i większość ludzi mogła dowiedzieć się o zmianie administracji dopiero po dłuższym czasie. Jeżeli nawet zmienił się władca, to w żaden sposób nie zmienił się standard życia mieszkańców. Dharma, artha i kama pozostawała zawsze ta sama. Jeżeli już zmienił się standard, to tylko na korzyść, bo nowy król chciał przypodobać się obywatelom i organizował festiwale, gdzie zadowalał braminów, rozdawał jałmużnę, karmił głodnych i dawał rozrywkę gawiedzi. A to każdy lubi.
To zależy od dziedziny wiedzy. Jeżeli chcesz prowadzić samochód, to musisz wziąć udział w kursie na prawo jazdy i zdać egzamin. Jeżeli satysfakcjonuje Cię chodzenie pieszo, to nie musisz się edukować i będzie wydzielone dla Ciebie miejsce bez samochodów, gdzie nie będziesz musiał dbać o zasady ruchu drogowego. Twój wybór.Mathura pisze:"...Najpierw cały wysiłek skoncentrowałby się na duchowej i kulturowej edukacji społeczeństwa...."
Udział w tej edukacji byłby dobrowolny czy przymusowy?
Wajsznawizm oprócz religii posiada filozofię oraz sprawdzony duchowy proces wznoszenia świadomości ponad 3 cechy materii, co prowadzi do wyrobienia namacalnych cnót charakteru. Dobre intencje muszą być oparte na wiedzy (para i apara-vidji), aby w praktyce przyniosły trwały i korzystny rezultat. Mogę mięć dobre intencje użycia bębna pralki jako karuzeli, ale nie znaczy to, że używam jej zgodnie z jej przeznaczeniem i naturą, oraz, że nie przysporzy mi to bólu głowy (oby tylko!). Bez przeczytania instrukcji obsługi naszego życia i wszechświata, czym są Wedy, i zastosowania się do tych instrukcji, to co nam pozostaje, to jedynie pełna wątpliwości i bólu spekulacja umysłowa, w której jedyną absolutną konkluzją jest to, że wszystko jest względne i że nie ma Prawdy Absolutnej.Mathura pisze: Chrześcijanie pewnie mieli też dobre intencje. Ich religia to przecież religia miłości, tolerancji, przebaczania, pokory, itp. Co z tego w praktyce wyszło?
Nie, przynajmniej ja nie myślę, że jesteś przeciwko Wajsznawizmowi.Mathura pisze: Mam nadzieję, że nie myślicie, iż ja jestem przeciwko temu aby Waisznawizm był wiodącą religią. Jestem jak najbardziej za.
To jest naturalny stan rzeczy, tak jak po wiośnie nadchodzi lato, a po jesieni zima. Ludzie o pragnieniach podobnych karaluchom też muszą jakoś je spełnić, i ten relatywnie krótki okres zwany Kali-jugą jest stworzony właśnie dla nas. Jest tu też miejsce na największą z możliwych miłosierność Śri Ćajtanji Mahaprabhu, który szczególnie faworyzuje najbardziej upadłych, właśnie takich jak my. Na innych dvipach wpływ Kali-jugi jest znacznie mniej odczuwalny i varnaśrama-dharma nadal tam kwitnie. Tylko u nas rynsztok...Mathura pisze:Jakoś przecież ten Kali zawładnął światem, mimo iż szadzili nim święci królowie.
Ostatnio zmieniony 12 gru 2010, 17:25 przez Purnaprajna, łącznie zmieniany 5 razy.
Prasadam blog mojej żony Vairagya-laksmi dd: http://www.purevege.com/
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461