Bo kto by chronił tych, którzy kszatriyami nie s?...
Pozdrawiam.
Mieszkalem w takiej swiatyni juz po dacie wybuchu wojny. Bylem kucharzem i musialem codziennie gotowac fasole, bo mielismy jej w magazynie chyba z dwie tonybalarama11 pisze: , jaka? ?wi?tynia bodajże robiła zapasy , nie pamiętam kiedy to się miało zdarzyć
Co do kwestii powyższej, to powiedziałbym że bhaktówie wykazali się żarliwo?ci?, lecz nie oparli się na wiedzy z "wła?ciwego" żródła. Nie można wysnuwać wniosku, że skoro nie spełniło się to, czego spodziewali się bhaktowie, to oznacza to że już nie będzie wojen ani innych przepowiedzianych zdarzeń. Nie wszystkie nie-wedyjskie przepowiednie się nie sprawdziły. Dużo z nich jednak się już spełniło, więc nie zaniedbywałbym tego tematu tak zupełnie. Natomiast proponowałbym potraktować te nie-wedyjskie przepowiednie jako "uzupełnienie" i potwierdzenie przepowiedni wedyjskich zakładaj?c, że kto?, kto uważa się za bhaktę Krsny przyjmie wersję wedyjsk? bez zastrzeżeń.Co do tych wszystkich przepowiedni kiedy? we wczesnej młodo?ci czytałem przepowiednie jakich? katolików , często padały jakis daty ale nic się nie działo. Potem pamietam ,ze niektórzy bhaktowie mówili co? o wielkiej ?wiatowej wojnie , jaka? ?wi?tynia bodajże robiła zapasy , nie pamiętam kiedy to się miało zdarzyć , ale niew?rtpliwie ten okres min?ł i to już dawno bodajże schyłek lat 90. Wojny ?wiatowej nie było, jakie? lokalne konflikty tak . Potem był Nostradamus i rok bodajże 2000 i też nic sie nie zdarzyło.
he he he , czyli to była wasza ?wi?tyniamad pisze:Mieszkalem w takiej swiatyni juz po dacie wybuchu wojny. Bylem kucharzem i musialem codziennie gotowac fasole, bo mielismy jej w magazynie chyba z dwie tonybalarama11 pisze: , jaka? ?wi?tynia bodajże robiła zapasy , nie pamiętam kiedy to się miało zdarzyćNie przesadzam. Oprocz tego z tone maki i ryzu. Najgorsze bylo to, ze ta fasola po paru latach nie dawala sie ugotowac nawet po kilku godzinach na ogniu, ale bhaktowie nie chcieili marnowac bhoga i musielismy wsuwac ta fasole.
(to tak abstrachujac od tematu)