Bhakti-yoga a czworonozni (lub dwunozni) przyjaciele
: 06 maja 2007, 14:02
A to znowu ja z moimi ankietami.
Tym razem przeczytalam tekst Urmili Dasi pt 'Children and Pets' z okolo 1997 roku z BTG oraz obszerna dyskusje na ten temat, ktora byla spowodowana tym artykulem. Chetnie wkleje ten artykul w jezyku angielskim, moze ktos chce przetlumaczyc fregmenty.
Urmila wypowiada sie tam na temat posiadania przez dzieci bhaktow zwierzatek domowych. Mowi, ze posiadanie zwierzat przez ludzi sprawia ze jeszcze bardziej przywiazuja sie oni do cial materialnych itd. Pozatym posiadanie zwierzat nie sprawia ze dzieci staja sie wegetarianami, poniewaz czesto jednoczesnie dzieci (zakladam ze mowi o dzieciach-nie bhaktow) jedza mieso i nie rozumieja idei wegetarianizmu. Urmila przypomina nam tez historie o krolu Bharacie a takze mowi jak bardzo nieczyste sa zwierzeta i ze w kulturze Wed zwierzeta nie mieszkaly z ludzmi. Mowi tez ze Prabhupada byl zdecydowanie przeciwny tej idei (slaby punkt, nie widze tego dokladnie udokyumentowanego, Prabhupada jedynie wspomnial cos o psach wedlug moich zrodel). Mowi, ze jedynie zwierzeta jak krowa sa bona-fide, lub zwierzeta ktore moga byc uzyte w pracy dla Kryszny. Warto tez karmic zwierzeta prasadam, ale te ktore sie przyblakaja jak np podala przyklad swojej corki karmiacej prasadam oposa ktory grzebal w jej smietniku.
Caly ten artykul dla mnie brzmi dosc sekciarsko, brakuje mi tam wlasnych szczerych przemyslen. Nie rozumiem dlaczego robic taka wielka rzecz z niczego. Czy rodzice sami nie powinni dokonac takiego wyboru i potrzebuja slow Urmili?
Ja chcialam zostac wegetarianka w wieku okoo 10 lat, wlasnie dlatego ze mialam zwierzatka domowe (wiekszosc z nich bylo raczej zwierzatkami stajennymi, ale mialam tez ryby, papugi, psa, male chomiki i nawet kota, ktory zdechl na starosc) i slabo mi sie robilo gdy wiedzialam, ze zwierzatka ktore wasnorecznie karmilam i sie nimi opiekowalam zostaly przeznaczone na wczesna smierc. Takze ten argument Urmili z gory odrzucam, bo moje wlasne doswiadczenia wskazuja na cos zupelnie innego i wiem ze nie jestem osamotniona.
Nastepnie mamy argument o 'wedyjskiej' strukturze spoleczenstwa, gdzie zwierzeta zyja na zewnatrz wiec nikt nie potrzebuje miec zwierzat domowych. Czasy sie zmieniaja, srodowiska rolnicze naleza do rzadkosci. Bardzo sie musze nameczyc zeby znalezc zwierzeta do nakarmienia resztkami prasadam (jako grihasthowie postanowilismy z mezem cos takiego robic, zeby moc sie dzielic z innymi a przy okazji nie marnowac resztek. Niestety nie mamy biednych sasiadow;-). Na szczescie czasem odwiedzaja nas wiewiorki i sroczki. Mieszkajac w duzych miastach dzieci nie maja kontaktu z przyroda, a jest to moim zdaniem bardzo istotne w procesie ksztaltowania sie mlodego charakteru.
Nie rozumiem dlaczego mozna zwierzeta wykorzystywac (nie tylko w sensie negatywnym tego slowa, niektore zwierzet aprzeciez lubia pracowac) do pracy , jak sugeruje Urmila (dla Kryszny czy nie dla Kryszny) a nie mozna miec innych zwierzat domowych, ktore po prostu sie karmi i sie nimi opiekuje, uczac dzieci odpowiedzialnosci itd..
Takze kilka z argumentow Urmili jest dla mnie dosyc nielogicznych i fanatycznych. Sama nie mam zwierzatek domowych, ale byc moze jak bedziemy mieli dzieci sie to zmieni. Dodam, ze dzis zwierzatka mozna adoptowac, poniewaz jest wiele zwierzatek niechcianych, ktore pozniej koncza w takich centrach adopcji. Wiele zwierzatek domowych nie je wcale miesa (jak kroliczki, pewne ryby, chomiki, ptaki), takze jednoczesnie nie popelnia sie grzechu kupowania miesnych produktow.
Tym razem przeczytalam tekst Urmili Dasi pt 'Children and Pets' z okolo 1997 roku z BTG oraz obszerna dyskusje na ten temat, ktora byla spowodowana tym artykulem. Chetnie wkleje ten artykul w jezyku angielskim, moze ktos chce przetlumaczyc fregmenty.
Urmila wypowiada sie tam na temat posiadania przez dzieci bhaktow zwierzatek domowych. Mowi, ze posiadanie zwierzat przez ludzi sprawia ze jeszcze bardziej przywiazuja sie oni do cial materialnych itd. Pozatym posiadanie zwierzat nie sprawia ze dzieci staja sie wegetarianami, poniewaz czesto jednoczesnie dzieci (zakladam ze mowi o dzieciach-nie bhaktow) jedza mieso i nie rozumieja idei wegetarianizmu. Urmila przypomina nam tez historie o krolu Bharacie a takze mowi jak bardzo nieczyste sa zwierzeta i ze w kulturze Wed zwierzeta nie mieszkaly z ludzmi. Mowi tez ze Prabhupada byl zdecydowanie przeciwny tej idei (slaby punkt, nie widze tego dokladnie udokyumentowanego, Prabhupada jedynie wspomnial cos o psach wedlug moich zrodel). Mowi, ze jedynie zwierzeta jak krowa sa bona-fide, lub zwierzeta ktore moga byc uzyte w pracy dla Kryszny. Warto tez karmic zwierzeta prasadam, ale te ktore sie przyblakaja jak np podala przyklad swojej corki karmiacej prasadam oposa ktory grzebal w jej smietniku.
Caly ten artykul dla mnie brzmi dosc sekciarsko, brakuje mi tam wlasnych szczerych przemyslen. Nie rozumiem dlaczego robic taka wielka rzecz z niczego. Czy rodzice sami nie powinni dokonac takiego wyboru i potrzebuja slow Urmili?
Ja chcialam zostac wegetarianka w wieku okoo 10 lat, wlasnie dlatego ze mialam zwierzatka domowe (wiekszosc z nich bylo raczej zwierzatkami stajennymi, ale mialam tez ryby, papugi, psa, male chomiki i nawet kota, ktory zdechl na starosc) i slabo mi sie robilo gdy wiedzialam, ze zwierzatka ktore wasnorecznie karmilam i sie nimi opiekowalam zostaly przeznaczone na wczesna smierc. Takze ten argument Urmili z gory odrzucam, bo moje wlasne doswiadczenia wskazuja na cos zupelnie innego i wiem ze nie jestem osamotniona.
Nastepnie mamy argument o 'wedyjskiej' strukturze spoleczenstwa, gdzie zwierzeta zyja na zewnatrz wiec nikt nie potrzebuje miec zwierzat domowych. Czasy sie zmieniaja, srodowiska rolnicze naleza do rzadkosci. Bardzo sie musze nameczyc zeby znalezc zwierzeta do nakarmienia resztkami prasadam (jako grihasthowie postanowilismy z mezem cos takiego robic, zeby moc sie dzielic z innymi a przy okazji nie marnowac resztek. Niestety nie mamy biednych sasiadow;-). Na szczescie czasem odwiedzaja nas wiewiorki i sroczki. Mieszkajac w duzych miastach dzieci nie maja kontaktu z przyroda, a jest to moim zdaniem bardzo istotne w procesie ksztaltowania sie mlodego charakteru.
Nie rozumiem dlaczego mozna zwierzeta wykorzystywac (nie tylko w sensie negatywnym tego slowa, niektore zwierzet aprzeciez lubia pracowac) do pracy , jak sugeruje Urmila (dla Kryszny czy nie dla Kryszny) a nie mozna miec innych zwierzat domowych, ktore po prostu sie karmi i sie nimi opiekuje, uczac dzieci odpowiedzialnosci itd..
Takze kilka z argumentow Urmili jest dla mnie dosyc nielogicznych i fanatycznych. Sama nie mam zwierzatek domowych, ale byc moze jak bedziemy mieli dzieci sie to zmieni. Dodam, ze dzis zwierzatka mozna adoptowac, poniewaz jest wiele zwierzatek niechcianych, ktore pozniej koncza w takich centrach adopcji. Wiele zwierzatek domowych nie je wcale miesa (jak kroliczki, pewne ryby, chomiki, ptaki), takze jednoczesnie nie popelnia sie grzechu kupowania miesnych produktow.