Poruszyłeś w swojej wypowiedzi sporo ciekawych kwestii, i choć stwierdzasz w niej, że ludzie nie chcą być osądzani i traktowani protekcjonalnie, to sam stawiasz się na pozycji takiej właśnie osoby, która osądza. Dlaczego więc tak czynisz? Nie chcę abyś tu odpowiadał. Pomedytuj nad tym sam z sobą.
Sprawa, jak stwierdziłeś, nie jest taka oczywista:
To nie jest jednostronna i czarno-biała sprawa, bo mamy do czynienia z indywidualnymi osobami.
Nieco wyżej napisałem, że temat jest trudny. Zdaję sobie sprawę, że taki on właśnie jest. Trudny. A dlaczego? Bo dotyczy on indywidualnych osobowości, z których każda jest inna. Temat ten jest wałkowany od kiedy tylko zetknąłem się z bhaktami i nadal istnieje, czego przykładem jest choćby ta wymiana zdań tutaj. Więc czy nie jest to samo w sobie zastanawiające, dlaczego tak jest?
Skąd wiesz, czy ktokolwiek z organizatorów spotkań nama-hatta oczekuje wdzięczności, że tak napisałeś? Skąd wiesz, że ktokolwiek z nich jest sfrustrowany? Lepiej zapytać niż snuć domysły. A nawet gdyby i tak było, to co w tym złego? Czy to powód do krytyki? Nie każdy jest na aż tak wysokim poziomie jak być może Ty. Ludzie są różni i mogą czasami poczuć się zmęczeni. To naturalne. Doprawdy lepiej jest zapytać i poznać powody, dlaczego się zmęczyli, albo i sfrustrowali, niż od razu osądzać tak arbitralnie.
Jeśli chodzi o mnie, to zawsze okazuję w jakiś sposób wdzięczność temu, kto spotkanie nama-hatta zorganizował. Wiem, że to wymagało od niego i wkładu pracy, poświecenia czasu i często pieniędzy. I nie ma znaczenia, czy ktoś mi na tym spotkaniu nadskakuje, czy nie. Czy gospodarz poświęca mi odpowiednio wiele czasu, abym czuł się komfortowo i swobodnie. Zdaję sobie sprawę, że te osoby też mają swoje życie, swoje problemy, i że nie zawsze muszą mieć dobry humor, nastrój czy samopoczucie. Jednak sam fakt, że spotkanie organizują, jest już wystarczające do okazania wdzięczności. Tego zdaje się wymaga zwykła ludzka kultura.
Dodam tylko, że nie będę chodził na organizowane przez bhaktów spotkania, na których panuje aż tak wyluzowana atmosfera, że gospodarz bhakta serwuje gościom bhaktom sałatkę z jajkiem. Znalazłem się i w takiej sytuacji. Jako jedyny nie zjadłem tej potrawy. Nie jestem aż tak wyluzowany niestety i niech tam sobie ktoś określa mnie jako zbyt fanatycznego, nie zejdę do tego poziomu.
Niedługo być może dojdzie do tego, że mantrowanie 16 rund będzie uważane za fanatyzm.
Ludzie mają dosyć rządów twardej ręki, a szukają szacunku, miłości i zrozumienia. Jeżeli nauczając nie jesteśmy w stanie operować na tym prostym ludzkim poziomie służby oddania, to może lepiej, abyśmy zmywali w samotności garnki, bo przynajmniej jest szansa, że nikogo nie odstraszymy od świadomości Kryszny.
Całkowicie się z tym zgadzam.
Szacunek w moim zrozumieniu, oznacza również nie narzucanie się swoją serdecznością, ciepłem czy tym podobne. Tym też można człowieka "osaczyć" i sprawić, że poczuje się nieswojo i wcale nie za swobodnie. Ja raczej preferuję zdystansowane, normalne, grzeczne zachowanie.
Mam znajomych z kilku różnych grup duchowego rozwoju i nie raz widziałem jak osoby emanujące na zewnątrz "ciepłem, serdecznością i miłością", wcale takie w rzeczywistości nie były. Lepiej zachować normalne proporcje.
Szacunek, to również danie każdemu możliwość bycia tym kim jest, bez oceniania, również danie tej szansy mi Prabhu. Tobie również.