Nawet moja 75 letnia mama, która jest uczęszczającą regularnie do kościoła katoliczką, wierzy w reinkarnację. Koncept wszechdobrego Boga, który za małe przewinienie skazuje swoje dzieci na wieczne smażenie się w piekielnym ogniu, bez możliwości poprawy, nie ma najmniejszego sensu. Tak zachowywałby się tylko wszechpotężny niezrównoważony psychicznie zbrodniczy degenerat, zwyrodnialec i psychopata, a nie doskonały i kochający Ojciec, któremu zależy na właściwym wychowaniu swoich dzieci, aby w przyszłości uchronić ich od popełniania życiowych błędów i wynikającego z nich cierpienia.
- "Och Jasiu, znowu upadłeś ucząc się chodzić i podarłeś sobie spodenki! Marsz na wieczność do piekła, mój synu!
- Ależ tato, ja solennie obiecuję poprawę, bo naprawdę zależy mi na nauczeniu się samodzielnego chodzenia.
- Przestań się wreszcie wiercić w kotle smarkaczu, bo tylko wodę rozchlapujesz i tłumisz ogień! Muaha... muahaha... muuuahahahahahaha!!!
Niestety, większość ślepo wierzących w to katolików, nie zadaje sobie trudu, aby choć przez chwilę pomyśleć o filozoficzno-teologicznych konsekwencjach takiej wiary. Natomiast teologowie papiescy, którzy z pewnością zdają sobie z tego sprawę, są zbyt dumni, aby przyznać się do błędu. Nawet gdyby sami byli wewnętrznie przekonani o istnieniu reinkarnacji, to nie powiedzieliby tego na głos, w obawie przed kolejną schizmę w Kościele i masową utratą członków.
Jeżeli oficjalnie wprowadziliby ideę reinkarnacji do kanonu wiary, to już nic nie powstrzymałoby stopniowego exodusu członków kościoła w kierunku religii wschodu, które dysponują znacznie bardziej rozwiniętą i atrakcyjną od katolickiej teologią i filozofią. Dlatego odrzucenie wiary w reinkarnację jest politycznie ważnym punktem dla kościoła jako instytucji, gdyż wyróżnia go od religii wschodu i gwarantuje automatyczną niechęć prostych parafian do tych wierzeń, czego rezultatem jest już niczym niezakłócony przypływ kasy na tacę i potężny polityczny wpływ Kościoła na całym świecie.
Skoro i tak już się jest ignorantem w sprawach transcendencji i nie zna się podstawowych rzeczy, takich jak imiona, formy, cechy i czynności Boga, ani też tego, że dusza nie jest katolikiem i jest różna od ciała, to warto przynajmniej zrobić na tym biznes i mieć wpływ i kontrolę nad masami ludzkimi, których głównym pragnieniem jest poczucie bezpieczeństwa dzięki grupowej przynależności, a nie głębsze zastanawianie się na tym, czy to w co wierzą, ma jakikolwiek sens.