Mathura pisze:Mam kolegę. Nie je mięsa, boczku, smalcu. Jest wegetarianinem. Biega, chodzi na siłownię, pływa, zimą jeździ na nartach a latem na rowerze. I za groma nie może schudnąć.

Co byś mu radził?
Trzy lata temu zrzuciłem 45 kg w 7 miesięcy. Sekretem jest:
-Zrobienie szczegółowego planu celów i cotygodniowe pomiary, łącznie z procentem tkanki tłuszczowej (mam domową wagę za 30 Euro, która to podaje). Bez zrobienia takiego planu, można w ogóle zapomnieć o schudnięciu, i równie dobrze oszczędzić sobie całego wysiłku.
- ćwiczenie 5-6 razy w tygodniu (1-1.5h), przeplatając trening siłowy i wytrzymałościowy (ważne jest, aby nie tracić tkanki mięśniowej, gdyż to ona jest głównym "piecem", który spala kalorie. Stąd ważny jest jednoczesny trening siłowy, w celu zachowania mięśni, a nie ich utraty.)
- jedzenie co 3 godziny (to niezwykle ważne, gdyż bardzo przyspiesza metabolizm ciała i zapobiega włączaniu się trybu głodowego ciała.)
- Można jeść wszystko, ale należy liczyć kalorie, a przede wszystkim,
przyjmować mniejszą ilości kalorii dziennie niż zapotrzebowanie energetyczne ciała. Przy intensywnych ćwiczeniach, 10% deficytu kalorycznego jest ideałem, który nie nadwyręża, ani ciała, ani przede wszystkim umysłu.
Nie ma innej drogi, nie ma innej drogi, nie ma innej drogi.
Diety cuda nie działają, bo głodząc ciało, wchodzi ono w tryb głodowy i metabolizm może obniżyć się nawet o 50%. Przykładowo, jeżeli czyjeś dzienne zapotrzebowanie kaloryczne wynosi ok. 2000 kcal, to może ono zejść nawet do 1000 kcal, co jest bardzo niekorzystne dla ciała, a przede wszystkim niemożliwe do utrzymania na dłuższą metę. Wracając potem do normalnej diety, jemy normalnie 2000 kcal, a ciało spala tylko np. 1500 kcal, bo metabolizm spowolniał i zapotrzebowanie kaloryczne się zmniejszyło (brak mięśni).
Stąd, zgodnie ze statystykami, w 95% przypadków, diety i głodówki kończą się zyskaniem dodatkowych kilogramów, po pierwotnym ich zrzuceniu. Zrzucone kilogramy pochodzą w dużej mierze z mięśni, a dopiero potem z tkanki tłuszczowej. Dlatego nie jest ważne ile się waży, ale jaki się ma procent tkanki tłuszczowej.
Co ciekawe, tryb głodowy zaczyna się już po 3 trzech godzinach od spożycia ostatniego posiłku. Dlatego polecane jest częste jedzenie, ale w mniejszych ilościach.
Jeżeli Twój kolega będzie ściśle przestrzegał powyższych wskazówek, to nie ma kwestii takiej czy innej konstytucji ciała, bo na 100% zrzuci wagę, bez negatywnego efektu diet i głodówek. Szczerze polecam książkę prawdziwego eksperta w tej dziedzinie Toma Venuto "Burn the Fat, Feed the Muscle":
http://www.burnthefat.com/ Mam ją w formacie pdf. jakby coś...
PS. Żona jednego z bhaktów cierpi na odwrotną dolegliwość i praktycznie nie ma tkanki tłuszczowej (nie, nie jest anorektyczką). To jest dopiero prawdziwy problem, kiedy możesz jeść dowolną ilość cukru, tłustej śmietany, tortów, ciast i pączków, a waga ciała i procent zawartości tkanki tłuszczowej w ciele nie zwiększa się, i pozostaje na poziome zbliżonym do więźnia obozu koncentracyjnego, co w oczywisty sposób bardzo zagraża jej zdrowiu.
PSS. Prasado-zupa z kukurydzy w wykonaniu mojej żony. Dobra zarówno w odchudzaniu, jak też i w objadaniu się.

:
