trigi pisze:Jestem bardziej przy mocach,
Nie ma czegoś takiego jak joga-siddhi w przypadku zachodnich gwiazd telewizyjnych i artystów. Nie bądźmy naiwni. Nawet w Indiach, różnymi sztuczkami popisują się, i to na małą skalę, jedynie "leworęczni" tantrycy, angażując w to duchy, a nie siddhi, ale nigdy bona-fide jogini ze ścieżki jogi mistycznej. Nie ta świadomość, potrzeby i pragnienia oraz nie to środowisko.
Poza tym każde użycie
joga-siddhi zabiera joginowi pewną część skumulowanych wyrzeczeń, i dlatego popisywanie się przed dziewczynami nie wchodzi w ogóle w grę. Nie po to siedzi się na mrozie w Himalajach przez setki i tysiące lat, aby stać się tanim iluzjonistą w krajach mlecców i jawanów i być przez nich podziwianym. To nie działa tak, jak na Holly
łódzkich filmach o superbohaterach, gdzie od dziecka facet ma wrośnięty w trzewia reaktor atomowy, który jest przeznaczony jedynie do ratowania z tarapatów, i robieniu wrażenia na atrakcyjnych kobietach.
Nawet znani oszuści-guru, których masa ludzi w Indiach uważa za Boga, nie posiadają/posiadali wystarczających siddhi, aby robić sztuczki tego kalibru, bo jeżeli by posiadali, to z pewnością zademonstrowaliby je w celu pozyskania większej ilości naiwnych zwolenników. A jeżeli nawet na początku posiadali jakieś szczątkowe pozostałości
siddhi z poprzednich wcieleń, to nie na długo, z wcześniej wyjaśnionych powodów - błyskawiczne wyczerpanie się baterii wcześniejszych wyrzeczeń, bez kontynuacji srogich wyrzeczeń.
Odnośnie tego angielskiego iluzjonisty, to jest to utalentowany artysta estradowy i nic poza tym. Bhaktowie, proszę nie róbmy naiwnej wsi!
